Legendarne Bacowanie od kuchni
W tym roku to kurs „Półtora” miał zaszczytne zadanie tworzyć najdłużej organizowaną w naszym Kole imprezę, czyli Jesienne Bacowanie na Jasieniu.

Bacowanie, bacowanie
to prawdziwy życia raj
Nigdy nie wiesz, co się stanie,
wietrze wiej
Wietrze wiej, wietrze graj!
Nasi kursanci rozpoczęli staranne przygotowania od przeprowadzenia przedsięwzięcia pod czujnym okiem Lucka, który nadzorował i monitorował postępy wszystkich grup operacyjnych. Po długich i burzliwych dyskusjach jako motyw przewodni wybrano „Legendy Beskidzkie”, który wraz z tajemniczymi rycerzami, czarownicami i pięknymi księżniczkami, wyczarował na polanie pod Jasieniem klimat tegorocznej imprezy.
Na kilka miesięcy przed imprezą na naszym fanpage’u można było widzieć grafikę z motywem Bacowania autorstwa kursantki Oli, pod której to egidą miała zostać wyczarowana legendarna impreza. Kolejna kursantka Patka wraz z pomocą Martyny na bieżąco podgrzewała atmosferę wyczekiwania na wspomnianą imprezę poprzez publikowanie legend – od Bieszczad, przez Beskid Niski, Gorce i Wyspowy włącznie, zachęcając do kreatywnego przebrania się na metę.

Inni kursanci jak co roku zgłosili się do bardzo ważnego zadania, jakim było prowadzenie grup na tzw. zaliczenie praktyki przewodnickiej pod okiem doświadczonych obserwatorów przewodników. Tak oto mieliśmy do wyboru trzy trasy:
- Trasa łatwa: „Chichot Biesa – w poszukiwaniu powiarków” z Jackiem i Tomkiem – rozpoczynała się od Jurkowa, gdzie prowadzący odmalowywali świat dawnych wierzeń górskich mieszkańców.
- Trasa dwudniowa: „W poszukiwaniu legendarnych skarbów” z Dawidem i Tomkiem od Koninek przez Turbacz na Jasień. Na trasie mogliśmy posłuchać o legendarnych zbójnikach grasujących w tych terenach a także ich ukrytych skarbach.
- Trasa (długa): „Magia, przesądy, rytuały” – czyli jak to dawniej w Beskidach bywało, zwłaszcza w kontekście przesądów i magii obecnej w kulturze pasterskiej. Tutaj, dzięki Sebie oraz Ani, jej uczestnicy mogli odnaleźć garniec pełen złota na Mogielicy!

W czasie, gdy grupy zaczęły wychodzić ze swoich miejsc zbiórki, na mecie rajdu jak zwykle było dużo pracy, związanej z organizacją całego przedsięwzięcia. Tradycyjnie nasz sympatyk Szwagier pomógł wwieźć ozdoby, jedzenie oraz wszystkie rzeczy niezbędne do przeprowadzenia imprezy. Ozdoby, wykonane przez Anię, Martynę i Olę, wkrótce przemieniły niepozorną bacówkę w miejsce pełne magii i uroku. Na polanie poza przygotowaniem stosu drewna na wieczorną watrę powstało stanowisko jedzeniowe, a także fotobudka w kształcie wigwamu, w której można było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z wykorzystaniem różnorodnych rekwizytów.
Na miejscu również spotkaliśmy „Bacę” – czyli Pana Tomasza, aktualnego właściciela Bacówki na Jasieniu, który jest odpowiedzialny za opiekę nad tym miejscem. Okazał się on bardzo sympatycznym człowiekiem, z którym zawiązaliśmy nić przyjaźni ze względu na wspólne, drogie dla nas miejsce.

Piękna pogoda podczas weekendu, w którym odbywało się Bacowanie, była miłą odmianą dla uczestników oraz organizatorów. Przez cały dzień nie zaznaliśmy kropli deszczu, tylko wieczorem towarzyszyło nam dobrze znane przeszywające do szpiku kości zimno, które staraliśmy się odstraszyć dzięki obecności watry.

Gdy tylko grupy turystów zaczęły się zbliżać, komitet kuchenny składający się z Trzech Czarownic – na czele z jego szefową Pati, wraz Edytą i Asią, a także pierwszym nakładaczem Alkiem – czekał z gorącym bograczem, również w wersji wege, ciastami, a także rozgrzewającą herbatą z goździkami oraz pomarańczami. Tradycyjnie również na uczestników czekał pyszny Jasiernik, który jest nieodłącznym elementem każdego Bacowania. Uwarzenie bograczu jak co roku było nie lada wyzwaniem podczas którego uczestniczyło wiele kucharzy oraz kucharek w mieszkaniu naszej Szefowej Czarownicy. Pod komendą Patki w kuchni bardzo pomogli również Krzysiek oraz Pirat, którzy organizowali w czasie bacowania inną górską imprezę i nie mogli pojawić z nami choć byli w naszej duchowej łączności.

Gdy 3 oficjalne grupy prowadzone przez naszych kursantów, a także 2 grupy kursantów z innych roczników kursu, dotarły na miejsce, po posileniu się nadszedł czas na tradycyjną część artystyczną,
Miłym akcentem były krótkie wspominki historyczne naszego doświadczonego przewodnika Franka Chwili na temat pierwszego bacowania w ’78 roku. Po nim kursanci kursu Półtora przejęli prym, a mistrz ceremonii artystycznej – Mefistofeles, czyli Kasztelan – wypowiedział te słowa:

Czarnoksiężnik rozpakował z piersi mojej serca pół
Drugą serca część zeskrobał i wyrzucił w wilczy dół
I sumienia płat rozkroił po czym duszę wypatroszył
I od nowa ją nastroił niczym czarny lutnik nocy […]
Był to fragment piosenki o czarnoksiężniku Arwarze, który wprowadził uczestników w baśniowo-legendarny klimat dalszej części. Następnie odbyła się scenka rodzajowa, przygotowana przez grupę prowadzoną przez Dawida, która odtworzyła legendę o kudłońskim Bacy w wersji z diabłem. Później były zabawy światłocieniem na dachu Bacówki. Jako że wieczór był bardzo chłodny, nie zabrakło również rozgrzewających tańców góralskich – w parach, a także solo. Po części dla ciała była również część dla umysłu, która składała się z pytań z obszaru legend oraz mitów, zwyczajów i zabaw, strojów góralskich, a także gwary.

Wisienką na torcie części artystycznej był konkurs na najlepszy strój, w którym to zostały wyłonione trzy najlepsze:
- Dziewczyna zbójnika;
- Św. Mikołaj;
- Dzwon.



Podczas gier i zabaw organizatorzy nagradzali uczestników nagrodami ofiarowanymi przez sponsorów: przewodnikami od Wydawnictwa Rewasz, napojem „Nasza Kombucha” czy ciepłymi skarpetkami firmy NaStopy oraz wycieczką z Biura Podróży Indeks dla najlepszego stroju, a także przysmakami sponsorowanymi przez firmę ERP Serwis i sponsorów prywatnych.
Jak co roku po części oficjalnej następowała część nieoficjalna, czyli śpiewanki do późnych godzin nocnych lub bardzo wczesnych godzin porannych. Okrasą śpiewanek były unikatowe śpiewniki, wykonane przez Olę i Martynkę.

Następnego dnia rano dość nieoczekiwanie nie przywitał nas śnieg, jak to często bywało w poprzednich latach na Jasieniu, lecz piękny wschód słońca, który wraz z poranną kawką, a także Jasiernikiem, pozwolił na pozbieranie się wszystkich grup i nieśpieszny powrót do domu.

Tekst: Jakub Kręcisz
Korekta: Patrycja Szypuła, Lucjan Giza
Zdjęcia: Jacek Bogucki