Kojąco-uzdrowiskowe uroki Beskidu Sądeckiego
LEGENDArna wyprawa kursantów SKPB 2024/2026.
Jako pierwszy w 2025 roku na tapet został wzięty Beskid Sądecki, stanowiący kierunek zimówki kursu Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach 24/26. Rozciąga się on pomiędzy Dunajcem na zachodzie a dolinami Kamienicy, Mochnaczki, Muszynki i Przełęczą Tylicką na wschodzie. Najwyższym szczytem jest Radziejowa (1266 m), należąca do Korony Gór Polski. Góry te zbudowane są z fliszu płaszczowiny magurskiej. Tyle słowem wstępu i paru słów teorii – czas zacząć przygodę w terenie.
„Marian! Tu jest jakby LUKSUSOWO”

Informacja po dotarciu wszystkich na miejsce noclegu brzmiąca „spotkanie o 21:00 w sali bilardowej”, wydaje się być idealnym odzwierciedleniem słynnego cytatu „Marian! Tu jest jakby LUKSUSOWO.” Tak właśnie było w OW Filarówka. No, z wyjątkiem zapachu wody, który nie wszystkim przypadł do gustu. Dzięki temu prysznice były krótsze, a wspólnie spędzone wieczory i śniadania dłuższe. Więcej czasu na kanapki z paprykarzem i „dżemem ze świni”. Wszyscy zgodnie staraliśmy się docenić uzdrowiskowe właściwości wody, przecież znajdowaliśmy się w urokliwej miejscowości uzdrowiskowej – Piwnicznej Zdroju.

Piwniczna leży pomiędzy pasmem Jaworzyny Krynickiej a Radziejowej, płynie przez nią rzeka Poprad, o której Józef Piłsudski powiedział kiedyś: „najzabawniejsza rzeka, jaką kiedykolwiek znałem”. Swoje źródła ma w słowackich Tatrach i powinna, jak inne rzeki stamtąd wypływające, biec na południe. A ona ostro zakręca i kieruje się na północ, ku Polsce i Morzu Bałtyckiemu. Według niektórych źródeł pierwotna nazwa – Piwniczna Szyja, która funkcjonowała do końca XVIII wieku, odnosi się do „wąskiego przesmyku, gardzieli” – zwężenia rzeki Poprad w okolicy Międzybrodzia.
Niedźwiedź Bartek bohaterem sobotniego wieczoru

Według miejscowych legend i podań Piwniczna wzięła swoją nazwę od średniowiecznych tuneli, przejść, szybów i lochów kopalnianych lub obronnych. Ich rzeczywistego istnienia nigdy jednak do końca nie dowiedziono. Notabene, wiele miejsc na trasie naszej eskapady owianych było legendami. Specjalistką do ich przekazywania okazała się Magda, którą po kilkunastu kilometrach marszu i wysłuchaniu kilku referatów, kursanci prosili w kuluarach o powtórzenie treści legend raz jeszcze. Maciek aka Ojciec opisał, że czuł się jak dziecko w przedszkolu, któremu miła przedszkolanka opowiada najciekawszą z baśni. Mateusz natomiast postanowił zwizualizować bohaterów ów legend:


Deus Meus Kosmateus

Po wizualizacji jednego z bohaterów legend nie sposób nie wspomnieć o naszym prawdziwym czworonożnym przyjacielu – Deusie, który dzielnie dotrzymywał kroku grupie przez wszystkie 3 dni. Niektórym nawet pomagał w dotarciu do celów. A pierwszym z nich była Hala Pisana, która zaczerpnęła nazwę od „spisywania” – określenia, które wykorzystywali dawniej geodeci i w gwarze góralskiej oznaczało pomiary geodezyjne. Kolejnym punktem na trasie wędrówki w pierwszy dzień była Hala Łabowska i znajdujące się na niej, długo wyczekiwane schronisko. Mówi się, że wyczekane lepiej smakuje – tak też było w tym przypadku. Nie na co dzień otrzymuje się gromkie brawa za doczekanie się pomidorowej czy żurku. „Dlaczego tak długo?” – spytał Grześ. „Jajka się gotowały” – usłyszał w odpowiedzi.

Na szlaku do schroniska, przy Czarcim Kamieniu w grupie wybuchł malutki konflikt – śnieżna pokrywa na tyle przykryła ścieżki, że droga do niego nie była oczywista. Aktualny przewodnik – Marek, podjął jednak słuszną decyzję i pomimo niezadowolenia części grupy – ruszył dalej, wprost do celu. Wszak w górach nie ma demokracji. Widok z Czarciego Kamienia, który zastał grupę na miejscu, tylko potwierdził prawdziwość tej tezy. I słuszność autorytetu przewodnickiego. Oraz przekazu z wykładu z psychologii – konflikt w grupie prędzej czy później może się pojawić. Rola przewodnika w tym, aby mu zapobiec.
Pozor! Zmiana trasy!

Po wysłuchaniu słów uznania z ust Prezesa SKPB, prowadzącego wyjazd – Dzika, skierowanych do przewodników z pierwszego dnia, stała się rzecz bez precedensu. Mianowicie, ze względu na przewidywane warunki pogodowe, szefostwo podjęło decyzję o zmianie trasy na kolejny dzień. Początkowo wyznaczona Radziejowa – królowa Beskidu Sądeckiego, została zamieniona na Niemcową oraz Kordowiec. W tym momencie zasmucona Ania, licząca na kolejny wpis do książeczki Korony Gór Polski musiała z pokorą przyjąć dewizę „Góra poczeka”. Natomiast kursanci wyznaczeni na kolejne prowadzenie mogli przez chwilę poczuć się jak Ci ze zdjęcia powyżej. Z pomocą przyszły ślady saren. Prawda, Magdo K.? 😉
Pamięć dla Ludzi Gór, Szkoła nad Obłokami i … bitwa o Kordowiec!

Pierwszym celem drugiego dnia eskapady było ciekawe, aczkolwiek upamiętniające tragiczną historię miejsce o zagadkowej nazwie Jackowa Pościel. Jest to Dolina Pamięci, miejsce upamiętniające działaczy turystycznych i przewodników, którzy zginęli w górach. Upamiętnia się ich poprzez ustawianie w tym miejscu pomników, obelisków lub kamieni. Smutna historia o przewodniku Jacku Durlaku, który wybrał się odwiedzić znaną turystom babcię Nowakową żyjącą samotnie pod Kordowcem, zwaną Królową Gór. W drodze powrotnej zasłabł i zmarł na tej polanie. Chcąc upamiętnić to miejsce nadano mu nazwę Jackowa Pościel, ze względu na biały puch, na którym odnaleziono ciało Jacka.



Po zdobyciu szczytu Niemcowej, kursanci zastali na trasie tabliczkę przypominającą o Szkole na Niemcowej, zwanej od książki Marii Kownackiej „Szkołą nad Obłokami”, która mieściła się na polanie pod szczytem w latach 1938-1961. Była to najwyżej położona w Polsce szkoła. Lekcje odbywały się w niewielkim budynku należącym do miejscowego gospodarza. W latach 60 XX w. szkołę przeniesiono na Kordowiec, a potem górskie osiedla wyludniły się i szkoła w górach przestała być potrzebna. Dziś po jej zabudowaniach pozostały kamienne fundamenty i pamiątkowa tablica z imionami i nazwiskami nauczycieli, którzy tu uczyli. Na szycie Kordowca wydarzyło się coś, co zważając na ilość otaczającego śniegu było nieuniknione – Bitwa o Kordowiec. Dwie grupy kursantów, z Dzikiem – Armatką po jednej stronie i Kaszkietem po drugiej, rozpoczęły wymianę ognia, przypominając sobie (nie tak odległe!) szkolne lata i bawiąc się przy tym wyśmienicie.

Dużo tych gór… Może miastówka?

Po relacji live z wpisywania punktów prowadzącym z drugiego dnia, w emocjach niczym przy okazji największego wydarzenia sportowego, szefostwo po raz kolejny zaskoczyło uczestników wyjazdu. Poniedziałkowa trasa została zmodyfikowana, a jej głównym bohaterem stała się Muszyna, po której Ola miała za zadanie oprowadzić kursantów. Wsparcia mentalnego i merytorycznego udzielał gość specjalny wyjazdu – Kornaś. On też przeprowadził wykład w przestrzeniach Cerkwi św. Dymitra w Złockiem z widokiem na imponujący Ikonostas. Zamek, rynek z klatkami i szubienicami dla czarownic, piwnice z narzędziami tortur i urokliwe uliczki – oto czym przywitało grupę miasto lokowane przez króla Kazimierza Wielkiego w 1356 roku. Wieża widokowa na Malniku i rozciągające się z niej cudowne widoki, to ostatnie czym uraczył kursantów pokochany przez nich Beskid Sądecki. Na pewno tu wrócą – było pięknie i zaskakująco. A niespodzianki to właśnie to, czego w górach nikt by się nie spodziewał.

Tekst: Paweł Hamela
Foto: Paweł Hamela, Alicja Sobczak, Aleksandra Rybicka-Palto
Redakcja: Jakub Kręcisz
Korekta: Magdalena Fabin