Kurs przewodnicki

Autokarówka OSP kursu Półtora

W dniach 3-6.01.2025 Kurs Półtora wybrał się na tradycyjną autokarówkę tzw. OSP czyli: Orawa, Spisz, Podhale.

Patrzcie! O tam! Już widać Giewont! Naszemu nieustraszonemu kierowcy (i przewodnikowi) Łukaszowi Kornasiowi nie były straszne strome i zasypane śniegiem drogi Skalnego Podhala.

W dniach 3-6.01.2025 Kurs Półtora wybrał się na tradycyjną autokarówkę tzw. OSP czyli: Orawa, Spisz, Podhale, aby poznać podczas jednego wyjazdu bogactwo kulturowe, historyczne, przyrodnicze, architektoniczne oraz ogólnie klimat tamtych niezwykłych regionów, tak malowniczo wkomponowanych pomiędzy Beskidy, Tatry i Pieniny.

Za rozplanowanie autokarówki był odpowiedzialny zasłużony dla niej oraz jej gorący orędownik Boguś Stanowski, który niestety ze względów zdrowotnych nie mógł w niej ostatecznie uczestniczyć. Zmodyfikowany przez Pulpiego oraz Hanię – szefów kursu Półtora – plan posłużył do pokazania bogactwa tego terenu naszym Kursantom.

Piątek – wyjazd z Katowic

Wyjazd rozpoczęliśmy z innym naszym kierowcą-przewodnikiem Kornasiem, który własnoręcznie poprowadził nasz „autokar” od Katowic aż na dalekie Podhale. Wyruszyliśmy w piątek najkrótszą drogą do Zakopanego, po drodze zahaczając – jak na nazwę dnia tygodnia przystało – o kościół Świętego Krzyża na Piątkowej Górze. W blasku czołówek oraz opowieści Francisa spenetrowaliśmy jedynie tamtejsze soboty, ponieważ kościół był zamknięty. Nasz przewodnik opowiedział nam legendę o jego wybudowaniu – miał on być wotum dziękczynnym za uratowanie kupca przed zbójnikami. Wedle opowieści zaatakowany kupiec miał wykrzyknąć „Święty Krzyżu, ratuj mnie!”, a nad jego wozem ukazał się rzeczywiście świetlisty krzyż. Na pamiątkę tego wydarzenia postanowił on w miejscu rozboju ufundować świątynię.

Kolejną ważną opowieścią było również niemal cudowne uratowanie kościoła w 1994 roku przed doszczętnym zniszczeniem w pożarze. Ogień został w ostatnim momencie ugaszony przez wracający z ćwiczeń zastęp straży pożarnej. Byłaby to niepowetowana strata, gdyż kościół datowany jest na 1757 rok.

Nie spać, zwiedzać!

Szarotka czyli baza wypadowa na najbliższe kilka dni

Po dotarciu na miejsce destynacji zakwaterowaliśmy się w PTSM „Szarotka” – bardzo przyjemnej, jak na komercyjne warunki Zakopanego miejscówce, którą zresztą mocno rekomendujemy. Po przydziale pokoi i rozpakowaniu się przyszedł czas na podsumowanie naszego pierwszego dnia. Pomimo że był on krótki, to jednak był to czas dobrze wykorzystany na pracę z mikrofonem podczas przejazdu autokarem. Co prawda kurs w założeniu ma kształcić przewodników górskich, ale jednak pilotowanie autokaru i opowiadanie „bai” do „sitka” (mikrofonu) to również bardzo ważna część pracy przyszłego przewodnika.

Po „odprawie”, jako że jeden z naszych przewodników przywiózł gitarę, mieliśmy tradycyjnie czas na działalność kulturo- i kołotwórczą, czyli śpiewanie piosenek turystycznych i rozmowy do późnych godzin nocnych. Tymczasem kursanci, którzy mieli następnego dnia prowadzenia, wykorzystywali ostatnie wolne chwile na powtórzenie materiału z przewodnika lub zajrzenie do mapy. Jeden z nich nawet udał się na samotną przechadzkę po Zakopanem, aby jeszcze raz przyjrzeć się obiektom, o których będzie opowiadał w kolejnym dniu! Wyjątkowo godna pochwały postawa przyszłego przewodnika, Seba!

Sobota – dzień pierwszy

Następnego dnia wszyscy punktualnie i w dobrych nastrojach stawili się na miejsce zbiórki przed PTSM-em. Pirat pokazał nam kilka niezwykle ciekawych i ważnych miejsc w Zakopanem. Pierwszym z nich był Nowy Cmentarz, na którym mogliśmy odnaleźć mogiły wybitnych ludzi związanych z Podhalem i Tatrami oraz wysłuchać referatów o ich dokonaniach. Jedną z takich postaci był Michał Jagiełło, którego możemy kojarzyć z autorstwa licznych książek o tematyce górskiej, m.in. głośnego tytułu „Wołanie w górach”, czyli opowieści o założeniu oraz działalności TOPR, a także jego najważniejszych i najtrudniejszych akcjach ratunkowych. Na jego grobie odnaleźliśmy gałązkę kosodrzewiny – to symboliczne upamiętnienie ratownika tatrzańskiego oraz osoby, która związała swoje życie z tymi górami. Następnie przyszła pora na odwiedzenie Starego Kościoła oraz „kultowego” Pęksowego Brzyzka.

W drodze na Pęksowy Brzyzek.

Pęksowy Brzyzek

Pirat krótko wprowadził nas w historię najsłynniejszego cmentarza w Zakopanem, opowiadając o przybyciu w te strony ks. Józefa Stolarczyka oraz darze Jana Pęksy. Po przekroczeniu cmentarnej bramy poleciały kolejne referaty, innych Kursantów. Cmentarz Zasłużonych kryje w sobie historie ludzi, o których pisano książki i można byłoby nakręcić niejeden serial, więc dla przykładu wymienimy tylko kilku, których mogiły odwiedziliśmy, bez wdawania się w dłuższe wywody.

Zasypany śniegiem Cmentarz Zasłużonych wyglądał jeszcze bardziej majestatycznie
– chwil zadumy nie brakowało.

Groby symboliczne: Witkacego, Mariusza Zaruskiego, Bronisława Czecha czy Macieja Berbeki. Nie zabrakło też innych znanych postaci z Podhala, takich jak: Sabała, Tytus Chałubiński, Maciej Sieczka, Stanisław Witkiewicz, Władysław Orkan, Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Trwało to dobrze ponad godzinę, lecz energia przekazu i zapał w zdobywaniu wiedzy uratowały nas przed zamienieniem się w bryły lodu. Ba, nikt nawet nie zwrócił uwagi na przejmujący chłód!

Pęksowy Brzyzek to nie tylko zamierzchłe dzieje
− historia pisze się nieustannie.
Nie zapomnieliśmy o nikim!

Nadszedł czas, by ruszyć w drogę autokarem, lecz z powodu niesprzyjających warunków pogodowych (o dziwo spadł śnieg!) musieliśmy lekko zmienić plany. Zamiast odwiedzić Bachledówkę wraz z Kościołem Matki Bożej Częstochowskiej, najpierw postanowiliśmy zajechać do Szaflar, a następnie do Ludźmierza.

Ludźmierz − sanktuarium Matki Boskiej Królowej Podhala

W Ludźmierzu siostra Teresa barwnie opowiedziała nam historię tego najstarszego w regionie i najważniejszego dla górali sanktuarium, zaczynając od jego początków, czyli wybudowania pierwszego w tym miejscu kościoła przez cystersów jeszcze w XIII wieku. Mieliśmy okazję zobaczyć współczesną świątynię od środka, wraz ze słynącą łaskami figurą Gaździny Podhala, a następnie słynne berło, które w 1963 roku stało się częścią symbolicznego wydarzenia. Siostra Teresa z wielką pasją przypomniała dzień koronacji figury Matki Bożej koronami papieskimi, kiedy to Madonna „upuściła” owe berło, lecz niebywały refleks Karola Wojtyły uratował je przed upadkiem na ziemię. Wydarzenie to zapamiętano jako znak mający wskazywać na niezwykłą przyszłość krakowskiego biskupa. 

Siostra Teresa z Ludźmierza chętnie poświęci czas każdemu turyście.

W drodze powrotnej do Zakopanego, korzystając z bardzo dobrej już wtedy pogody, postanowiliśmy zatrzymać się w miejscowości Ząb − położonej najwyżej w Polsce − a zatem doskonałej lokalizacji do omówienia panoramki. Nasz autokar zaparkowaliśmy nieopodal kościoła św. Anny, jednak to nie urocza XX-wieczna drewniana świątynia była naszym głównym celem, a znajdująca się za nią łąka ze znakomitymi widokami na Tatry. Kursanci ochoczo wyciągnęli mapy i wspólnymi siłami rozpracowali podział Tatr na Zachodnie, Wysokie oraz Bielskie, rozpoznając przy tym co ważniejsze szczyty. Oprócz takich klasyków jak Lodowy Szczyt, Łomnica, Gerlach czy Kasprowy Wierch, Kursanci wypatrzyli nawet Kôň na tle Nowego Wierchu i Hawrania.

Zaśnieżone Tatry widziane z Zębu − groźny majestat gór.

Zakopane – willa Koliba

Kolejna zmiana prowadzenia − grupę przejął Seba. Pojechaliśmy na Harendę, by wieczorową porą zobaczyć mauzoleum pisarza i dramaturga, wybitnego przedstawiciela okresu Młodej Polski w literaturze − Jana Kasprowicza. Po powrocie do centrum Zakopanego i odstawieniu naszego „autokaru”, zwiedzanie kontynuowaliśmy już pieszo. W pierwszej kolejności oczywiście Willa Koliba, a w niej pełna podhalańskiej energii pani przewodnik. Mogliśmy dosłownie dotknąć jednego z najpiękniejszych przykładów stylu zakopiańskiego, zobaczyć wspaniałe detale zaprojektowane przez Stanisława Witkiewicza, a także jego obrazy oraz wyposażenie codzienne inspirowane podhalańskim kolorytem.

Willa Koliba − perełka stylu zakopiańskiego.
We wnętrzu Koliby.
Styl zakopiański czerpał wzorce z prostego góralskiego budownictwa.
Takich grzecznych i zainteresowanych turystów nieczęsto tam widują.
Wieki mijają, a moda pozostaje
− w tle portret Stanisława Witkiewicza.

Zakopane wieczorową porą

Po zwiedzeniu Koliby na zewnątrz przywitała nas ściana lodowatego powietrza. Mimo to nikt nie miał wątpliwości − chcieliśmy odbyć dłuższy spacer po centrum Zakopanego. Bynajmniej nie po to, by kupować pamiątki. Przyszli przewodnicy wiedzą, że pod powszechnie znaną komercyjną funkcją miasta, kryją się prawdziwe perełki historii i architektury. Podczas wędrówki, już tylko z zewnątrz oglądnęliśmy Willę Atmę, Czerwony Dwór, Willę Krywań, pierwszą siedzibę TOPR-u, Dom Turysty, Dworzec Tatrzański i Muzeum Tatrzańskie, by wreszcie tradycyjnie przejść tętniącym nocnym życiem deptakiem na Krupówkach. Oczywiście natrafiliśmy na misia, jednak naszym celem było „spotkanie się” z hrabią Władysławem Zamoyskim, człowiekiem, który wybitnie zasłużył się nie tylko dla Zakopanego i Podhala, ale również dla całej Polski. Seba opowiedział nam o ratowaniu przez niego lasów tatrzańskich, zakończeniu sporu o Morskie Oko z właścicielami węgierskimi czy doprowadzeniu kolei do Zakopanego. Później pozostały już tylko Rówień Krupowa, galeria Władysława Hasiora, zakupy, podsumowanie dnia i wieczorna integracja.

Dawny Dom Turysty w Zakopanem… To nie miało być zdjęcie grupowe! Lecz wszyscy takie lubią… W tle historyczny wagonik kolejki na Kasprowy Wierch.

Niedziela – dzień drugi

W niedzielę rano opiekował się nami Krzysiek, który skoro świt zdążył odwiedzić kościół, pokierować zręcznie pracami śniadaniowymi oraz doskonale zorganizował całe swoje prowadzenie. Rozpoczął od perfekcyjnego omówienia wnętrza kościoła św. Elżbiety Węgierskiej w Trybszu, gdzie niczym rasowy przewodnik popisał się fachowym komentarzem, jakby robił to od 15 lat niczym Pani przewodnik z Orawki… Następnie pojechaliśmy zobaczyć Jaskinię Obłazową i posłuchać opowieści o prastarym bumerangu, który nie wraca oraz obejrzeć malowniczy Przełom Białki. Później skierowaliśmy się do Łopusznej. Tischnerówka, drewniany kościół z XV wieku, Dwór Tetmajerów oraz grób najsłynniejszego mieszkańca tej miejscowości − ks. profesora Józefa Tischnera – to odwiedzone przez nas miejsca. Nie obyło się tutaj bez krótkiego wtrętu filozoficzno-wspominkowego Szałaśnika, skoro była mowa o popularnym filozofie.

Na cmentarzu w Łopusznej − grób księdza profesora Józefa Tischnera.

Dębno Podhalańskie

Po Łopusznej przyszedł czas na Dębno Podhalańskie z kościołem św. Michała Archanioła z XV wieku, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Oczywiście jak na jeden z najcenniejszych zabytków sakralnych w Polsce przystało, należało porządnie otrzepać buty ze śniegu, aby móc zachować XV-wieczne drewno w niezmiennej kondycji, co zostało również uwiecznione na zdjęciu.

Tego dnia była inwersja
− trzaskający mróz w Kotlinie Orawsko-Nowotarskiej.
Zapraszamy do kościoła w Dębnie!
Prosimy wyczyścić buty!
Polichromie patronowe i nie tylko − wnętrze kościoła pw. św. Michała Archanioła w Dębnie po prostu zachwyca.

 

Frydman i jego tajemnice

We Frydmanie przywitał nas Pan Piotr − lokalny przewodnik i miłośnik tego urokliwego, naszpikowanego historią i zabytkami „miasteczka”. W pierwszej kolejności zaprosił nas do najstarszego kościoła na terenie szeroko rozumianego Podtatrza − murowanej świątyni pw. św. Stanisława Biskupa. Jak na miejscowego pasjonata historii oraz gorącego orędownika swojej małej ojczyzny przystało, ciekawym opowieściom nie było końca, co tylko wzmagało nasz zachwyt tym pięknym, rzadko odwiedzanym przez turystów wnętrzem.

Pan Piotr oprowadza z ogromną pasją – czas płynie błyskawicznie.
Wnętrze kościoła pw. św. Stanisława Biskupa. Nieczęsto zapuszczają się tutaj turyści. A wielka szkoda!
Zejście do piwnic frydmańskich.
W piwnicach frydmańskich nie ma już dzisiaj wina… Za to jest nieco zapomniana historia… na szczęście nie przez kursantów SKPB!

Frydmańskie piwnice

Przyszedł czas na zejście do legendarnych piwnic frydmańskich oraz omówienie historycznego kasztelu z XVI wieku. Na sam koniec, kiedy szefowie wyjazdu zaczynali już nerwowo spoglądać na zegarek, nieubłaganie przypominający o zbliżającej się porze obiadowej, nasz przewodnik przypomniał sobie, że nie poruszył jeszcze tematu żydowskich mieszkańców Frydmana… Ach nikt z nas nie spodziewał się, że Frydman mógłby nas tak pochłonąć. A może zaprosimy Pana Piotra na jakieś Spotkanie Wtorkowe?

Grupę przejął Seba i poprowadził przez Falsztyn aż do Nidzicy podziwiając piękno Jeziora Czorsztyńskiego i jego otoczenia. Pulpi pokazał nam całkiem wygodny i zupełnie niezatłoczony parking, na którym zostawiliśmy nasz autokar, po czym pomknęliśmy na zaporę, by zachwycić się widokiem i wysłuchać krótkiej historii dwóch starych zamków: polskiego w Czorsztynie oraz węgierskiego w Niedzicy. Wreszcie obiad i… można ruszać w dalszą drogę.

Na Spisz!

Kolejną prowadzącą była Ola, która zaczęła bajania o Spiszu w ogólności i poprowadziła nas do Kacwina, gdzie zobaczyliśmy m. in. słynne sypańce. Kolejno przyszedł czas na dłuższy przejazd do Jurgowa i  tamtejszy drewniany kościół pw. św. Sebastiana z XVII wieku. Zanim jeszcze zdążyliśmy się zachwycić pięknym zabytkiem, rozpoczęła się, krótka choć intensywna batalia śnieżna pomiędzy kilkoma uczestnikami. Na szczęście naszej „przewodniczce” Oli w porę udało się opanować całą tę „dziecięcą” zabawę.

Wystarczy tej powagi! Przecież każdy z nas ma sobie odrobinkę dziecka :D Bitwa!!!

Następnie zajął się nami Dawid, który pokazał nam słynne szałasy pasterskie w letniej wiosce Podokólne. Zrobiło się późno, a skoro do Zakopanego droga długa, kręta i zaśnieżona, to czasu na opowieści było sporo. Słuchaliśmy historii sporu o Morskie Oko oraz o genezie nazwy owej drogi (Oswalda Balzera) − w pewnym uproszczeniu nazwisko zobowiązuje. Jeszcze po drodze zatrzymaliśmy się  koło kaplicy na Jaszczurówce, gdzie nie lada wyzwaniem okazało się przejście całej grupy przez drogę. Niestety kaplica była zamknięta, więc musieliśmy się zadowolić jedynie piękną snycerką przed wejściem. Pozostał już tylko przejazd przez Zakopane − kilka zaległych ciekawostek z okien autokaru i znany nam już dobrze, jakże ciekawy „program” wieczoru.

Poniedziałek – dzień trzeci oraz Trzech Króli

Tego dnia o poranku w przewodnika wcielił się Lucek, który azymut obrał na Krzeptówki i tamtejsze Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Pomimo ogólnego zmęczenia ilością wydarzeń poprzednich dni, nasz prowadzący zaskoczył wszystkich uczestników niebywale solidnym przygotowaniem, którego niejeden przewodnik mógłby mu pozazdrościć. Kompleksowe oprowadzanie po wnętrzu i otoczeniu sanktuarium w wykonaniu Lucka wprawiło wszystkich w zaniemówienie. Jednak czas płynął, my mieliśmy jeszcze sporo drogi przed sobą, a Lucek ciągle się rozkręcał.

Widok na Giewont od strony Sanktuarium na Krzeptówkach.

Kolejnym przystankiem była charakterystyczna wieś Chochołów. Pomimo lat, miejscowość nadal zachowała niepowtarzalny drewniany klimat. Znana ze swojej bitności podczas powstania Chochołowskiego, a także pięknych jasnych chałup na długo pozostanie w pamięci naszych kursantów.

Chochołów. „Chałupa z jednej jedli” budzi taki podziw, że chce się ją poznawać wszystkimi zmysłami.
Jak również barwne tamtejsze stroje ludzi spieszących na sumę do pięknego neogotyckiego kościoła pw. św. Jacka.

Dawidowi trafiła się „piekielna” okolica Orawy, przez którą towarzyszył nam swoją barwną opowieścią. Nie lada atrakcją okazała się być pewna stacja paliw z niepowtarzalnym widokiem. Po zasłużonej przerwie na kawkę nie mogliśmy sobie odmówić pieczołowitego rozpracowania panoramki na Tatry − już ostatniej na tym wyjeździe.

Mała czarna i walczymy dalej z tematem.
Widok na Tatry z Jabłonki.

Następnie odwiedziliśmy Lipnicę Wielką oraz grób Piotra Borowego − Apostoła Orawy − człowieka szczególnie zasłużonego dla tego regionu, gdzie byliśmy świadkami przygotowywania się do rozpoczęcia Pochodu Trzech Króli.

Przy grobie Piotra Borowego w Lipnicy Wielkiej… To postać szczególnie zasłużona dla Orawy.

Słynny Kościół w Orawce

Kiedy mowa o Orawie, to oczywiście nie może zabraknąć… Orawki. Miejscowość słynie z pięknego, drewnianego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela z XVII wieku, który swego czasu był kandydatem do zaszczytnej Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Słynna jest również charyzmatyczna Pani przewodnik, która już od 15 lat sprawuje pieczę nad zabytkiem i bardzo chętnie opowiada o nim − w tym również naszym kursowym wycieczkom. Jeszcze tylko rzut oka na farbiarnię płócien i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

Pani przewodniczka po kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Orawce od 15 lat opowiada z niesłabnącą pasją.
Biblia pauperum − każdy fragment ściany drewnianego kościoła w Orawce pokrywają bezcenne, wspaniałe malowidła. To prawdziwa kopalnia wiedzy o przeszłości tego regionu… A na chórze Kursanci.

Ostatni na naszej liście do oprowadzania był Kasztelan, który w swojej czapce niczym Piotr Borowy stanowił wzór do inspiracji podczas ostatniej prostej. Jeszcze tylko krótki postój przy skansenie w Zubrzycy Górnej i pozostała część autokarowa. Oczywiście Kasztelan stanął na wysokości zadania i szczęśliwie oraz ciekawie nas czarował aż do samego końca, czyli do okolic Stryszawy. Przyszedł czas, by dynamicznie podsumować wysiłki naszych kursantów i z optymizmem spojrzeć w przyszłość – w kierunku kolejnych niezapomnianych podróży kursowych.

Posłowie

Wyjazd był bardzo intensywny, podobnie jak długość tego tekstu. Jednak wszyscy uczestnicy zgodnie mówili, że był on nad wyraz udany. Poza potężną dawką wiedzy i doświadczenia, była to okazja do jeszcze lepszej integracji całej ekipy oraz szlifowania umiejętności oraz charakteru przed coraz bardziej zbliżającą się końcówką kursu. Z tego miejsca chciałem podziękować moim kolegom z Szefostwa Kursu Półtora, zwłaszcza Pulpiemu oraz Hani, a także wszystkim pozostałym Przewodnikom oraz Kursantom, którzy wykonali kawał doskonałej roboty dla zaplanowania, zorganizowania i przeprowadzenia tego wyjazdu! Szczególnie dziękujemy też Łukaszowi Kornasiowi za to, że zorganizował eleganckiego busa na potrzeby tej trudnej terenowo autokarówki, a następnie sam zasiadł za jego kierownicą, by nieustraszenie ciąć zaspy na wąskich, górskich drogach!

tekst: Jakub „Szałaśnik” Kręcisz, Wojciech „Pulpi” Sitko
foto: Szałaśnik, Krzysiek Feruga, Dawid Orzechowski
korekta: Magdalena Fabin

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.