Kurs przewodnicki

Wyjazd kursu… Skałkowego?

czyli 1111 powodów by wybrać się w Pasmo Jałowca!

Lubię, gdy na wyjazdy kursowe podróżujemy pociągiem. Nawet jeśli pociąg pociągiem nie jest – jak w przypadku tego z Żywca do Lachowic. Ale bez względu na to, czy nasz środek transportu sunie po torach, czy po asfalcie, już w drodze atmosfera jest doskonała. Taka dawka śmiechu wypiera zmęczenie nawet po bardzo ciężkim tygodniu w pracy.

Dzięki temu w Lachowicach meldujemy się z nową energią i nawet porządnie oblodzone chodniki nie są w stanie przeszkodzić nam w dotarciu do celu. Ten finalny to Adamy, bo tam mamy nocleg. Ale zanim dotrzemy do ciepłej chaty, mamy jeszcze w planach wizytę w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Prowadzi do niego Ewa, która na miejscu raczy nas ogromną porcją informacji o tym pięknym, drewnianym kościele. Jest zbyt późno, żebyśmy zajrzeli do środka. Ale mamy za to powód do kolejnej wizyty w Lachowicach.

Pod osłoną nocy i przewodnictwem Ewy wędrujemy na Adamy. Tam czekają na nas gospodarze – Mariusz i Danuta. Jest też Mela – kotka-przybłęda, która niektórym z nas prezentuje ostrość swoich pazurków (tak, krew się polała). Wieczór mija nam na wspólnym śpiewaniu i rozmowach. Dla niektórych kończy się zbyt późno ;) 

link do posta tutaj

Rano budzi nas Daria i po sprawnie przygotowanym śniadaniu (mamy już wprawę), wyruszamy na Jałowiec. Kto był kiedykolwiek na Jałowcu, wie, że jest to miejsce na panoramki – po czterokroć – numer 1. Nam trafia się piękna widoczność, więc jest co rozpoznawać, a i powspominać wypady na Małą Fatrę można. Z tym widokiem w głowie, wędrujemy dalej na Lachów Groń. Tam niestety aura mniej nam sprzyja – alerty ostrzegały przed mocnym wiatrem i się nie myliły. Michał, który nas prowadzi, decyduje, że na szczycie nie będzie dłuższego postoju (i słusznie, bo to żadna przyjemność). Wędrujemy dalej, a w naszych głowach i rozmowach jest już tylko jedno słowo – PULPA! Każdy marzy o zanurzeniu łyżki w garze pełnym ciepłej strawy. Tym bardziej, że mieliśmy długą pulpową przerwę. 

Przerwa przy ognisku i okazja, żeby policzyć, ile kiełbasy na pulpę niesiemy.

A’propos przerw, to nas czeka takowa w koszarawskich delikatesach. Uzupełniamy zapasy (tak, na pulpę też!) i wyruszamy szlakiem chatkowym na Lasek. Myślimy, że od pulpy dzieli nas już tylko chwila, ale szlak okazuje się strasznie błotnisty i nie jest wcale tak łatwo. Ale perspektywa pulpy nas mocno motywuje! 

Lachów Groń szybki rzut oka na panoramę i uciekamy przed wiatrem.

Na Lasku wita nas ogień – dosłownie i w przenośni. Owszem płonie przed chatą, ale atmosfera, która nas wita jest równie gorąca! Tego dnia w Chatce na Lasku świętowane są urodziny. Zanim jednak dołączamy do zabawy, udaje nam się, wysłuchać omówienia prowadzeń, przedstawić referaty i nawet się umyć! No i najważniejsze – zrobić pulpę! Nigdy chyba nie było na naszym kursie tak dobrze przysmażonej kiełbaski w pulpie – żałujcie ci, którzy jej nie jedliście ;) 

A potem? A potem dołączamy do chatkowej ekipy i wspólnej zabawy. Naprawdę dawno takich śpiewanek na wyjazdach nie było. Choć gitarzystów jest kilku, to gwiazdą wieczoru okazuje się Rafał. Niefortunnie dostaje poranne prowadzenie i kilkukrotnie próbuje (rozsądnie) udać się do spania, ale rozśpiewane towarzystwo się nie zgadza. Szczegółów imprezy zdradzać nie będę, bo co było na Lasku, zostaje na Lasku. Ale był to udany wieczór. Co się jednak dziwić, skoro tak fajni ludzie bawili się razem. Myślę, że my z ogromną chęcią na Lasku jeszcze zagościmy, a i chyba z radością nas tam przyjmą :)

W domu też się do Was śniadanie tak uśmiecha?

Może i część z nas poszła spać trochę za późno, ale dobra energia tego wieczoru się nas trzyma i wstajemy rano pełni chęci do dalszej wędrówki. Gdzie ona nas zaprowadzi? Ano do Żywca. Trochę pomaga w tym bus, który czeka na nas w Przyborowie. Doprowadza nas tam Rafał, któremu poprzedniej nocy w końcu pozwoliliśmy iść spać ;)

Lustereczko, powiedz przecie… No wiadomo, że cały nasz kurs 😃

Żywiecka miastówka jest chyba najlepszą z dotychczasowych. I to wcale nie dlatego, że dostajemy na rynku ok. 30 paczek biszkoptów (szczerze mówiąc nadal nie wiem, czyja to była kiełbasa wyborcza, ale niech tak pozostanie;). Po Żywcu oprowadzają nas osoby, które wybrały referaty z nim związane. Każdy jest ciekawy i świetnie przedstawiony, a omawiane miejsca piękne i warte poznania. Doskonale słucha się historii Żywca w cudownym otoczeniu żywieckiego Parku Zamkowego. Nie mniej interesująca jest historia browaru wysłuchana pod kościołem św. Krzyża, przedstawiona przez autorkę referatu, dzierżącą w ręku butelkę Żywca ;)

Żywiec w miniaturze i na żywca.

Podczas wypadu pojawia się też ważna kwestia – nazwa kursu. Przez ostatnie miesiące pojawiały się różne propozycje. Ale jeden z wyjazdów, a dokładnie jedno miejsce, w którym spaliśmy, mocno zapadło nam w pamięć. To, co się tam wydarzyło nieustannie jest przedmiotem naszych rozmów, wspominamy je ze śmiechem i rozrzewnieniem. Mowa o Skałce w Gorcach. Czy zostaniemy kursem Skałkowym? Czy mówić o nas będziecie Skałci? Zwolenników jest ogrom, ale i trochę osób, które mają wątpliwości. Damy znać! :)

Lasku! Do zobaczenia!

tekst: Iga Szymańska
foto: Rafał Kowalczyk, Anna Kręcichwost
korekta: Magdalena Fabin

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.