Kurs przewodnicki

Skałkowi wśród upalnych wysp

Większość Polaków na hasło „długi weekend” myśli o grillowaniu i uzbraja się we wszystko, co do tego rytuału jest potrzebne – sprzęt, mięsiwo, warzywo i napitki. My tymczasem wybraliśmy Beskid Wyspowy, bo przecież to idealny moment, by połazić po górach i poznać ciekawe miejsca. I cóż, trzeba przyznać, że czasem przechodziło nam przez głowę: „Czemu to jednak nie mógł być grill?”.

Zacznijmy od tego, że pogoda miała nam sprzyjać – miało być wręcz upalnie. Od kierowniczki tej eskapady, Kasi Klimasz, dostaliśmy sygnał, by zaopatrzyć się w dużo wody. Wyjazd miał być głównie namiotowy, więc ta woda plus sprzęt biwakowy, jedzenie, gitara (brawo Rafał!) i garnek, sprawiły, że plecaki swoje ważyły. A poprzecinany dolinami Beskid Wyspowy nie na darmo tak się nazywa – tu trzeba wejść i zejść, wejść i zejść, po kolei zdobywając te „wysepki”.

Nieoczekiwane spotkanie

Na pierwszy ogień poszła Zembalowa, a startowaliśmy z Lubnia. Rozgadaną grupą dowodził Rafał, który pewnie prowadził nas na szczyt, a następnie bez szlaku do Krzeczowa. Duchota zwiastowała deszcz (był, ale przelotny) i pozbawiała nas zapasów wody – pić się chciało jak w żniwa, rzekłby mój pradziadek, a my bardzo nie chcieliśmy padać jak ścinane zboże. Szczęśliwie Paweł, który jako kolejny prowadził grupę, wyprosił u księdza na plebanii możliwość uzupełnienia zapasów wody. 

Zaopatrzeni w nową energię ruszyliśmy na Luboń Mały, skąd dalej szlakiem mieliśmy kierować się na Luboń Wielki. Trudy tego przedsięwzięcia w postaci kolejnego podejścia umilał „nieprzemakalny” Łukasz i jego śpiewne występy, podłapywane od razu przez część grupy. Wiadomo, znane tytuły wpadają w ucho! Pod schronisko dotarliśmy już o zmierzchu, więc szybciutko zabraliśmy się do rozbijania obozu oraz szykowania kolacji. Pulpa smakowała wyśmienicie a do tego okazało się, że na miejscu spotkaliśmy członków oraz kursantów SKPT Gdańsk, więc integracja przy ognisku przebiegała śpiewająco. Mimo to noc była trudna ponieważ temperatura znacznie spadła i wzmógł się wiatr. Kto to widział, marznąć w czerwcu pod namiotem…

Spotkanie na szczycie Lubonia Wielkiego z SKPT Gdańsk

Przez Szczebel do Mszany

Rankiem Ola zarządzała pobudką i staraliśmy się tak zebrać, by zdążyć przed grupą z Gdańska, ponieważ ich celem, podobnie jak naszym, był Szczebel. Na szczyt udało nam się wejść „na lekko”, ponieważ na przełęczy Glisne mieliśmy możliwość zostawić cięższe rzeczy w aucie. To zdecydowanie poprawiło nadszarpnięte zimną nocą morale. Na Szczeblu był też dłuższy postój i panoramkowanie, a następnie Ola sprowadziła nas stromym i wymagającym zejściem do Mszany Dolnej.

Na obrzeżach miasta grupę przejął Tomek i pędziliśmy na obiad, bo tym razem mieliśmy nocleg w szkole, a gotowanie tam nie było możliwe. Po posiłku i zostawieniu rzeczy na sali gimnastycznej zaczęło się zwiedzanie miasta. Tomek prowadził nas od punktu do punktu, opowiadając ciekawie o każdym z nich. Trzeba przyznać, że dzielnie dawał radę, choć męczyła go potężna alergia. Wieczór minął na śpiewaniu, zabawach oraz pokazach akrobatycznych. Panie dowodziły swojej gibkości, a panowie siły i równowagi. Dobrze, że nikomu w krzyżu nie strzeliło. ;)

Panoramka wprost ze szczytu Szczebla
Na rynku w Mszanie

Szczyrzycka Noc Kupały

Kolejny dzień to wymarsz na Lubogoszcz. Kilka osób wyjeżdżało, kończąc przygodę z Wyspowym,  a reszta szykowała się na pokonanie wielu kilometrów asfaltem oraz upalne podejście na szczyt. Grupę prowadziła Kasia, która troskliwie zajmowała się każdym, kto opadał z sił. Z Lubogoszczy trasa wiodła do Kasiny Wielkiej, a stamtąd ekipa, pod przewodnictwem Marka, musiała dostać się na kemping w Szczyrzycu. Jak? Przez malownicze Pieninki Skrzydlańskie oraz… torami kolei transwersalnej! To obudziło wyobraźnię i szybciutko uformował się wesoły pociąg. W opanowaniu ogólnego zmęczenia pomagało też śpiewanie. Mimo to ból stóp dawał się we znaki i niektórzy do celu dotarli już w klapkach. 

Wieczór zapowiadał się ciekawie, ponieważ była to Noc Kupały i postanowiono godnie ją uczcić. Już podczas wędrówki zbierano zioła i kwiaty, których Iga i Kasia użyły do odprawiania czarów, wrzucając je do ogniska. Skoki przez płomienie odbywały się w różnych intencjach m.in. za przyjaźń, za powodzenie kursu. Było też zaplatanie wianków, które wraz ze świecami zostały puszczone na wodzie. Dawid bohatersko wyłowił wianek Igi, a skacząc razem przez ognisko, według słowiańskich wierzeń, zawarli związek małżeński. :) Tym samym mamy pierwszych skałkowych nowożeńców. :D 

Słynny filmowy dworzec w Kasinie Wielkiej
Biwak w Szczyrzycu

Ciecień na pożegnanie

Ostatni dzień długiego weekendu przywitał wszystkich upałem. Pobudka była później niż zazwyczaj, ale chętni mogli wstać wcześniej, by uczestniczyć w mszy. Dawid sprawnie dowodził grupą, która po śniadaniu wybrała się na zwiedzanie zespołu klasztornego cystersów. Trasę na ten dzień skrócono – ze Szczyrzyca skierowano się zielonym szlakiem prosto na Ciecień. Na szczycie odbyło się panoramkowanie, a oprócz bliższego planu widać było także Babią Górę i Policę. Ciekawą atrakcją były dodatkowo popisy paralotniarzy. Następnie Dawid sprowadził wszystkich do Wiśniowej – punktu, w którym wycieczka dobiegła końca.

Wyjazd obfitował w piękne panoramy…
… i równie piękne zachody Słońca

Wszyscy byli wymęczeni, lecz szczęśliwi. Bo wprawdzie podczas stromych podejść i ocierania potu z czoła można było ciepło pomyśleć o chillowaniu przy grillu, lecz żaden karczek, czy przypiekane papryki nie są w stanie zastąpić tych rozmów, śmiechów, widoków ze szczytów, szalonych pomysłów, ciekawych historii i po prostu celebrowania wspólnej pasji do wędrowania.

Tekst: Ewa Gbyl
Foto: Ania Rocławska
Korekta&Redakcja: Jakub Kręcisz, Paweł Pisarek, Magdalena Fabin

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.