Gorczańska listopadówka
Kolejny wyjazd za nami. Tym razem w długi weekend listopadowy zawitaliśmy w Gorce – pasmo, które zachwyca pięknem, pociąga tajemniczością i chyba właśnie dlatego od lat stanowi źródło inspiracji twórczej dla artystów, o czym również mogliśmy się przekonać, przemierzając jego szlaki.

Frekwencja ponownie dopisała – w Ochotnicy Górnej, gdzie mieliśmy bazę wypadową, w piątkowy wieczór stawiło się ponad 50 osób. I choć jesteśmy tak licznym towarzystwem, to jednak każdy wyjazd coraz bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy towarzystwem zgranym, a naszego poczucia humoru i pogody ducha chyba nic nie jest w stanie złamać – ani deszcz, ani mgła, ani nawet błoto po kostki (a możecie wierzyć lub nie, ale akurat błota na tym wyjeździe nie brakowało).

Jesteśmy też grupą, która lubi eksperymentować kulinarnie – wiadomo, pulpa na kolację to rzecz święta, ale owsianka zamiast standardowych kanapek na śniadanie była przyjemnym urozmaiceniem. W planach były nawet naleśniki i kiedyś ten plan zrealizujemy!


Jeśli idzie jednak o to, co w kursie najważniejsze, czyli pogłębianie wiedzy, to pod tym względem było bardzo intensywnie. Podążanie szlakami na Lubań, Gorc czy Turbacz było okazją do poznawania roślinności, tradycji związanych z wypasem owiec czy istotnych wydarzeń historycznych, których Gorce były niemym świadkiem. Zwiedziliśmy również okoliczne zabytki architektury drewnianej, w tym kościoły w Ochotnicy Dolnej, Harklowej i Łopusznej, a także podążaliśmy śladami twórców związanych z rejonem: Seweryna Goszczyńskiego, Władysława Orkana, czy – przede wszystkim – księdza Józefa Tischnera, który właśnie w Gorcach, wśród żyjącej tu ludności, szukał odpowiedzi na pytania związane z ludzką egzystencją.


Choć pogodzie daleko było do wymarzonej (przelotne deszcze, mgła, wspomniane błoto po kostki), to natura starała się nam wynagrodzić te niedogodności, szykując dla nas niespodzianki. Pierwszego dnia po porannych deszczach umiliła nam “panoramkowanie” podwójną tęczą nad Gorcem, a drugiego, tuż przed zachodem słońca, przygotowała dla nas zapierający dech w piersiach spektakl z Tatrami w roli głównej, które łaskawie wychynęły dla nas zza chmur.


Na koniec uchylimy rąbka tajemnicy: zające kryjące się w szczawie coś tam mruczą, że chyba właśnie na tym wyjeździe narodziła się nazwa naszego kursu. Czy tak faktycznie się stało? Czas pokaże!
Tekst: Aleksandra Domogała
Redakcja: Paweł Pisarek
Zdjęcia: Katarzyna Jakubiec, Tomasz Furman, Paweł Pisarek