Kurs przewodnicki

Na scynście, na zdrowie, na ta Wigilia!

Sobota 13 grudnia A.D. 2025 w kalendarzu Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach zapisała się jako jeden z najbardziej wyjątkowych dni w roku – odbyła się Wigilia Kołowa.

Zgodnie z tradycją, przewodnikom i sympatykom SKPB w przygotowaniach pomagał starszy kurs – Skałkowy. Wspólnie dopilnowaliśmy, aby i resztę tradycji tego dnia zostało dochowanych. Zaczynając od tej, że miejscem odbywania się uroczystości była Hala Górowa.

„Na Boże Narodzenie (na Swiat’ Weczir) wariut 12 straw…”

W kuchni gwar panował od rana, gdy pierwsza ekipa dotarła na miejsce. W przewidzianym, wigilijnym i oczywiście postnym menu miały znaleźć się barszcz z uszkami, karp, kapusta z grochem oraz, jakżeby inaczej, makówki na deser. Nie mogło też zabraknąć chyba najbardziej wyczuwalnego zapachu Wigilii czyli kompotu z suszu. Wywodzi się on z tradycji łemkowskiej i jest integralną częścią polskiej Wigilii. Symbolizuje obfitość, dostatek i pomyślność w nadchodzącym roku, będąc napojem łączącym przeszłe zbiory z przyszłością. Jego składniki mają znaczenie: śliwki chronią przed złem, jabłka przynoszą miłość, a gruszki siłę i bogactwo.

Juha, czyli kompot z suszonych owoców to jedno z głównych dań łemkowskich znajdujących się na wigilijnym stole. Sporządzano ją z suszonych jabłek, gruszek i śliwek. (…) Na Boże Narodzenie (na Swiat’ Weczir) wariut 12 straw, tj. kapustu, pszenyciu (nie zaś kutia) z medom, pidpinky (grzyby), h’ołubci (w kapuścianym liściu zwita kasza, kartofle, krupy, bubelky lub kyselycia), porohy (z kapustu, z bulamy), kyselyciu (z mąki żur), horach, sylci (ryby, [tj.] śledzie), hruszky i jabłka suszyni (gotują rano, a potem tę wodę z tego pjut), horiłku z Medom (…)¹.

Górskie warunki nie pozwoliły na przygotowanie 12 potraw, aczkolwiek te, które znalazły się na wigilijnym stole ukontentowały wszystkich całkowicie. Zgodnie z chrześcijańskim zwyczajem 12 dań wigilijnych ma przypominać o apostołach, którzy zasiedli z Jezusem do ostatniej wieczerzy (Judasz nie został uwzględniony). Natomiast według wierzeń ludowych ta parzysta liczba nawiązuje do miesięcy w roku (potrawy stanowią podziękowanie za każdy z nich). W trakcie wigilii należy skosztować wszystkich dań, aby zapewnić sobie szczęście. W przeciwnym przypadku  w myśl przesądu – w nadchodzącym roku będzie nas prześladować pech. Prawdopodobnie ten zwyczaj ukształtował się na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej na tę okoliczność przygotowywano nieparzystą cyfrę lub liczbę dań: siedem w rodzinach ubogich gospodarzy (7 to symbol całości i dni tygodnia), dziewięć (tyle jest chórów anielskich) w bogatych domostwach szlachciców zagrodowych, którzy mogli sobie na to pozwolić, jedenaście lub trzynaście u arystokracji.

Święty Mikołaj, choinka i spadające gwiazdy

Tradycji i symboli ciąg dalszy – te z tytułu akapitu urozmaiciły gościom ten wyjątkowy, wigilijny wieczór. Choinka, ustrojona suszonymi pomarańczami i lampkami przez ekipę dekoracyjną, upiększała wnętrza Szałasu na Hali Górowej. Z resztą, drzewka na zewnątrz też zyskały swój blask. Trochę o  historii tego symbolu. Słowiański pierwowzór choinki to Podłaźniczka, tradycyjna ozdoba bożonarodzeniowa wieszana pod sufitem, wykonana z czubka jodły lub świerku, zdobiona jabłkami, orzechami, słomą i opłatkami, przynosząca pomyślność. Zwyczaj pochodzi od podłaźników – pierwszych gości obrzędowych odwiedzających dom w Wigilię, przynoszących zielone gałązki. W Beskidach i na Podhalu była powszechna, obok diducha (snopka żyta) i pająka (ozdoby ze słomy), zapewniając dobrobyt i ochronę, a jej przybycie wiązało się z nadzieją na dobre plony. Nam spełniła nadzieje na świąteczne prezenty. Odwiedził nas Święty Mikołaj z worem pękającym w szwach od prezentów dla grzecznych. Każdy, przed otrzymaniem prezentu musiał a to opowiedzieć co dobrego zrobił dla Koła w minionym roku, a to odpowiedzieć na jakieś pytanie z terenu uprawnień, a to zaśpiewać górską piosenkę ku uciesze Mikołaja i jego pomocnicy, uroczo nazwanej przezeń reniferkiem.

Nie był to jednak koniec atrakcji i niespodzianek tego wieczoru. Młodszy kurs wpadł na świetny pomysł, aby pokolacyjną sjestę spędzić w śpiworach na zewnątrz, podziwiając spadające gwiazdy. A lepszej nocy na ten spektakl nie można było sobie wymarzyć, wszak był to szczyt aktywności najjaśniejszego roju meteorów – Geminidów, który widoczny przez całą noc z 13 na 14 grudnia, oferował do 120 „spadających gwiazd” na godzinę w sprzyjających warunkach. Nasze były wręcz idealne, notabene jak cały ten wieczór – pełen symboli i tradycji.

Leżąc w śpiworach, żartowaliśmy, że Mędrcy ze Wschodu mieliby dziś niełatwy orzech do zgryzienia. Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon»². Zwieńczeniem części oficjalnej wieczoru było blachowanie nowych sympatyków SKPB przy góralskiej watrze i melodii kołowego hymnu „W górach jest wszystko co kocham”.
To doprawdy patetyczny moment. Reszta wieczoru i nocy upłynęła na graniu i śpiewaniu przy akompaniamencie 4 gitar w czerwonym świetle czołówek, oświetlających czerwone śpiewniki.

„Gór mi mało i trzeba mi więcej,
żeby przetrwać od zimy do zimy”

Następnego dnia rano goście wigilijni zaczęli opuszczać chatę. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Młodszy kurs pod batutą Kasi Klimasz i Tereni również kierował się ku dolinom. Jednak kilku śmiałków Kursu Skałkowego, po doprowadzeniu szałasu do czystości, w myśl wersu „Gór mi mało i trzeba mi więcej, żeby przetrwać od zimy do zimy” wyruszyło w stronę Pilska. Dopiero tam mieliśmy okazję zaznać iście zimowych warunków, pośród otaczającej, przemarzniętej sosny górskiej, inaczej nazywanej kosodrzewiną. Symbolizuje ona trwałość, niezłomność, wytrwałość i górski charakter – Skałkowi jak się patrzy.

Często łączona z symboliką ratownictwa górskiego (GOPR, TOPR) jako znak pamięci i hołd dla ratowników, a także jako symbol adaptacji do trudnych warunków i przywiązania do natury. Gałązki kosodrzewiny składane są na grobach zmarłych ratowników, symbolizując ich odwagę. Mijając po drodze najwyżej położone schronisko w polskich Beskidach na Hali Miziowej, zdobyliśmy szczyt, uświetniając sobie drogę ciekawostkami z otaczającego nas terenu. Po posileniu się, gdy ruszyliśmy w stronę Korbielowa, pożegnała nas Królowa Beskidów – Babia Góra. I Ona i my wiedzieliśmy, że niedługo wrócimy. Do gór i do ludzi gór. Do grania i śpiewania.

Tekst: Paweł Hamela 
Zdjęcia: Paweł Hamela i Katarzyna Górnik
Korekta: Magdalena Fabin


¹ Oskar Kolberg, Dzieła Wszystkie, tom 49, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław-Poznań, 1974 r.
² Mt 2, 1-2: , Ewangelia według Świętego Mateusza, rozdział 2, wersety 1 i 2

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.