Kurs przewodnicki

Daleki Wschód stał się bliski

Już w pierwszy dzień po Nowym Roku wyruszyli, niemalże niczym Mędrcy ze Wschodu, tylko w tym przypadku – Mędrcy na Wschód. Daleki Wschód.

Kursanci kursu „Skałowego” nie mieli wiele czasu na odpoczynek, po organizowanej przez nich na ukochanym Zagroniu zabawy sylwestrowej „Kosmiczne Party, czyli sylwester z Gwiazdami”. Już w pierwszy dzień po Nowym Roku wyruszyli, niemalże niczym Mędrcy ze Wschodu, tylko w tym przypadku – Mędrcy na Wschód. Daleki Wschód. Jeden ze starszych kursantów podczas rozmowy słysząc, że właśnie taki jest kierunek naszej kolejnej autokarówki, skwitował słowami „crème de la crème”. Zwłaszcza, dowiadując się, że prowadzącym będzie charyzmatyczny i nieprzewidywalny Bejker. Głośniejszy bez mikrofonu w ręce, niż wszyscy inni trzymając go. Zapowiada się ciekawie i intensywnie.Właśnie tak, jak kursanty SKPB lubią.

Nasza marszruta był wypełniona po brzegi, jak worek Mikołaja podczas Wigilii Kołowej. W pierwszy, dojazdowy dzień celem był PTSM w Rzeszowie, o wdzięcznej nazwie „Alko”. To zapewne zbieg okoliczności. Po zajęciu miejsc w autokarze, wyruszyliśmy około 19 z Katowic. Po przywitaniu i paru słowach od prowadzącego, nadszedł czas, a jakże – na pierwsze „wystąpienia” Skałkowych za mikrofonem. Swoje 20 minut mieli Paulina oraz Ojciec, którzy umilili nam drogę ciekawostkami o tym, co mijamy na trasie oraz bajami przewodnickimi. Od tej pory, przez następne 4 dni czekało to każdego z nas podczas swoich prowadzeń. Nie zabrakło również przećwiczenia kwestii praktycznych zawodu przewodnika, takich jak obliczanie czasu pracy kierowcy, znalezienie parkingu dla autokaru oraz gwarancja zaspokojenia najniższego z poziomów Piramidy Maslowa. My mieliśmy to szczęście, że mogliśmy liczyć na ciepły posiłek w lokalu gastronomicznym – nasi szefowie zadbali o to, nauczeni traumą ze swoich autokarówek. Kanapki i kabanosy, potem pulpa! – wspominają. Wjeżdżając do Rzeszowa, naszym oczom ukazał się najbardziej znany rzeszowski pomnik – Pomnik Czynu Rewolucyjnego nazywany również Pomnikiem Walk Rewolucyjnych, który upamiętnia walki na Rzeszowszczyźnie. Mam nadzieję, że każdy z czytelników właśnie tę nazwę miał w głowie, bowiem pomnik nosi jeszcze inne, zwyczajowe określenia. Po zakwaterowaniu w PTSM-ie, część grupy wybrała się na wieczorny spacer po Rzeszowie, który był wciąż przyozdobiony świątecznymi  dekoracjami – na rynku stała choinka i inne świąteczne ozdoby oraz kramy w ramach jarmarku bożonarodzeniowego, w powietrzu zapach grzańca.

Nazajutrz rano, już w pełnym składzie udaliśmy się na miastówkę po Rzeszowie pod przewodnictwem Andrzeja – przewodnika SKPB, który od kilkunastu lat mieszka w stolicy podkarpacia. Z zaciekawieniem wsłuchiwaliśmy się w opowieści „lokalsa” i odwiedzaliśmy te mniej oczywiste, ale również najbardziej znane zabytki miasta. Bez wątpienia do tych należy Zamek Lubomirskich. To historyczna rezydencja rodu Lubomirskich, która dziś mieści głównie instytucje i jest dostępna częściowo do zwiedzania, szczególnie w sezonie letnim, oferując ciekawe połączenie historii i parkowych terenów zielonych, obok takich atrakcji jak Rynek, Podziemna Trasa Turystyczna czy Fontanna Multimedialna.

Z Rzeszowa udaliśmy się do Łańcutu, gdzie odwiedziliśmy Zamek – jedną z najpiękniejszych rezydencji arystokratycznych w Polsce, historyczną siedzibą rodów Pileckich, Lubomirskich i Potockich. Obecny prowadzący w osobie Bejkera, zarekomendował, że jeśli miałby stworzyć listę 10 najpiękniejszych tego typu miejsc w Polsce – to na pewno by się na niej znalazło. A zwiedził ich naprawdę sporo. Podczas dalszego spaceru mieliśmy okazję (co prawda tylko przez okno, ale trzeba sobie radzić!) zobaczyć okazałe wnętrza synagogi w Łańcucie – zbudowana w typie wschodnim bożnica jest jednym z najcenniejszych zabytków żydowskiej architektury sakralnej w Polsce. Po drodze minęliśmy również intrygującą figurkę dziewczynki grającej na gitarze – jedną z figurek miejskich stworzonych z myślą o jubileuszu 50-lecia Międzynarodowych Kursów Muzycznych im. Z. Brzewskiego w Łańcucie. Łącznie ma powstać ok. 10 rzeźb przedstawiających małych muzyków grających na różnych instrumentach. Stworzą trasę, która będzie zachęcać do zwiedzania miasta. Wrocław ma Krasnale, Kraków – Smoki, Katowice – Beboki, Tarnów – Maszkarony, a Rzeszów – Małych Muzykantów. 

Kolejnym przystankiem na trasie była Markowa i znajdujące się w niej Muzeum Ulmów. Upamiętnia ono historię rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów, która wraz z ukrywanymi przez nich Żydami, została zamordowana przez Niemców 24 marca 1944 roku za pomoc Żydom. Historia ta jest symbolem heroizmu i poświęcenia Polaków podczas II wojny światowej, pokazując, jak w obliczu Zagłady potrafiła zwyciężyć miłość bliźniego.  Po drodze do Ulucza, zatrzymaliśmy się na obiad w godnej polecenia „Karczmie pod Semaforem”. Wspominam o niej, ponieważ mieści się przy Stacji kolejki Wąskotorowej w Bachórzu, jednej ze stacji Przeworskiej Kolei Wąskotorowej (Przeworsk-Dynów). To malownicza linia wąskotorowa biegnąca z Przeworska do Dynowa przez Kańczugę, Jawornik Polski oraz Bachórz. Wybudowana na przełomie XIX i XX wieku stanowi podkarpacki zabytek epoki przemysłowej i dynamicznego rozwoju kolei. 

Ostatnim punktem podczas świetnego prowadzenia Ani była cerkiew w Uluczu. Podziwiając w świetle czołówek ikonostas oraz polichromie, dowiedzieliśmy się od przewodniczki, że cerkiew ta przez długi czas była uznawana za najstarszą drewnianą cerkiew w Polsce (z początków XVI w.). Dopiero badania dendrochronologiczne w 2012 roku wykazały, że zbudowano ją w 1659 roku, co umiejscowiło ją w gronie starszych, ale nie najstarszej. Poznaliśmy także nowe określenie, jakim jest pendentyw – element narożny w postaci sklepienia o kształcie trójkąta sferycznego. Umożliwia przejście z planu kwadratu do koła, na którym opiera się kopuła. Kasia, prowadząca wykłady z architektury byłaby dumna.

Prowadzenie przejął niezawodny Tomek, który poprowadził grupę pod Ruiny Klasztoru Karmelitów Bosych w Zagórzu. W 1772 roku wojska rosyjskie dowodzone przez generała Iwana Drewicza obległy w klasztorze konfederatów barskich. Zabudowania klasztorne zostały ostrzelane z armat, część z nich uległa spaleniu i zniszczeniu. Obrona klasztoru w Zagórzu była ostatnią bitwą Konfederacji. Na cześć Konfederatów odśpiewaliśmy „Pieśń Konfederatów Barskich”, autorstwa Juliusza Słowackiego, powstałą jako część dramatu „Ksiądz Marek”. Melodię napisał w latach 70-tych XX wieku Andrzej Kurylewicz na potrzeby inscenizacji „Księdza Marka”. Był to podniosły i niezapomniany moment tej części wycieczki.

Ostatnim punktem programu tego dnia był spacer po Lesku, gdzie Łukasz pokazał nam
i opowiedział  między innymi o Zamku Kmitów, Synagodze i Cmentarzu Żydowskim. Lekko zmęczeni i wygłodniali udaliśmy się w stronę noclegu, gdzie czekała na nas ukochana Pulpa. Dziękujemy Ani i Agnieszce! Kontynuacją zwiedzania był następny poranek, podczas którego udaliśmy się pod Kamień Leski. Autokar zaparkowaliśmy pod inną atrakcją – Piernikową Chatą. Jej różowe okna natychmiastowo przywołały wspomnienia Chaty na Zagroniu i drzwi wejściowych do kuchni. Hejka, hejka! – chciałoby się przywitać. Warto wspomnieć, że szeregi Skałkowych zasila wybitna specjalistka od chat z Piernika – Magda. Poniżej Jej odwzorowanie jednego z najstarszych schronisk w Beskidzie Śląskim – na Soszowie. Następny będzie Zagroń?

Wracając do Kamienia Leskiego – nie mogłoby być inaczej, gdyby nie był owiany legendami. Według jednej z nich kamień jest wynikiem nieudanej próby zniszczenia chrześcijaństwa w tym obszarze przez diabła. Skała jest też inspiracją dla artystów – pisali o niej Wincenty Pol, Oskar Kolberg  i Aleksander Fredro w wierszu „Kamień nad Liskiem”:

Nad skały, lasy, Karpatów zakręty
Przepędza chmura, jak żagiel rozpięty;
Nad chmurą orzeł, rozparty w pół kręga,
Ziemię wejrzeniem śród ciemnoty sięga;
Kroplą jeziora, nitką każda rzeka,
Grudką mu góry zdają się zdaleka

To romantyczna opowieść z elementami fantastycznymi, w której młoda szlachcianka zwabiona przez czarownicę i zdeprawowanego młodzieńca do chaty pod Kamieniem, niemal ulega jego żądzom, ale ostatecznie doznaje objawienia i ratuje cnotę, a sam kamień staje się symbolem wieczności i upływu czasu. Dla nas – Skałkowych też okazał się symboliczny, co musieliśmy uwiecznić na grupowym zdjęciu. Symbole naszej nazwy spotykamy co rusz.

Naładowani dawką legend i poezji wyruszyliśmy w stronę Zapory w Solinie – jednego z najbardziej charakterystycznego symbolu Bieszczad. To największa budowla hydrotechniczna w Polsce, która stworzyła największy sztuczny zalew w kraju, będąc kluczową dla retencji wody i produkcji energii. Wysoka na 82 m, długa na 664 m, waży 2 miliony ton. Doprawdy robi wrażenie. I stanowi istotną atrakcję turystyczną regionu. Kolejnym punktem programu był Park Miniatur Świątyń i Ogród Biblijny w Myczkowcach. Na blisko hektarowej powierzchni zgromadzono tu 140 makiet cerkwi greckokatolickich, prawosławnych oraz kościołów rzymskokatolickich z terenu południowo-wschodniej Polski, Słowacji oraz Ukrainy. Wszystkie miniatury wykonano w skali 1:25. Licząc makiety i te cerkwie pełnowymiarowe – zwiedziliśmy ich dzisiaj, bagatela 143!

Następnie przemierzyliśmy fragmenty Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej. To zintegrowany system szlaków turystycznych o łącznej długości około 150 kilometrów, który umożliwia pełne odkrycie Bieszczadów zarówno na piechotę, jak i na rowerze, motocyklu czy samochodem. Trasa ta, znana z niesamowitych widoków i kontaktu z niezakłóconą przyrodą, prowadzi przez najbardziej malownicze zakątki regionu, takie jak Połoniny, doliny rzeczne oraz urokliwe, drewniane cerkwie. Kasia i Ola za mikrofonem z powodzeniem starały się nadążyć opowieściami o kolejnych wyjątkowych mijanych miejscach, widzianych zza szyby autokaru. Stanęliśmy także przy punkcie widokowym w Lutowiskach. Oczywiście nie obyło się bez panoramki, a widoki stanowiły dla nas przedsmak tego, co czeka nas na tygodniowym, zimowym obozie w Bieszczadach, którego już nie możemy się doczekać. 

Turysta na ławce ze zdjęcia powyżej z całą pewnością ma w głowie jedną myśl ”A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady…?” My właśnie tak uczynimy jadąc na obóz! Posileni w schronisku „Pod wysoką połoniną” pojechaliśmy do Komańczy, w której celem był Klasztor Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu w Komańczy. To ważne miejsce historyczne, znane głównie jako miejsce internowania kardynała Stefana Wyszyńskiego w latach 1955-1956, gdzie powstały „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Dziś w środku można zwiedzić izbę pamięci Prymasa Tysiąclecia, co, dzięki uprzejmości jednej z Sióstr Nazaretanek udało nam się zrobić. 

Last but not least punkt dzisiejszego programu stanowiła Cerkiew Prawosławna w Turzańsku, która w roku 2013 została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tuż obok świątyni znajduje się najwyższa w Polsce drewniana wolnostojąca dzwonnica słupowa z 1817r. Po drodze z Komańczy do Turzańska przejeżdżaliśmy przez Jawornik – wieś słynącą~z pochówków wampirycznych. Główną przyczyną tych praktyk był strach przed zgubną działalnością upiorów i szukanie sposobu aby się przed nią zabezpieczyć. Już w trakcie pogrzebu „wynoszono upiora” pod odwróconym progiem lub przez odwrócone drzwi. Po drodze na cmentarz i z powrotem sypano mak, który z jednej strony miał właściwości usypiające, a zarazem było go dużo i upiorowi zebranie go zajęłoby do świtu, a wówczas złe moce tracą swoją siłę. Mak sypano także wokół leżącego nieboszczyka. Nasiona dzikiej róży wkładano za pazuchę, co miało chronić przed obudzeniem. Jak pisał Oskar Kolberg, jeden z najważniejszych polskich etnografów: 

W upiory lud górski wierzy mocno; i tak we wsi Jawornik nad rzeką Osławicą, może nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka lub uciętej i u nóg położonej głowy.

Czwarty dzień naszej eskapady rozpoczął się pod kierownictwem Maćka aka Ojca, który po pysznym śniadaniu miał zabrać nas do Arłamowa, pilotując po drodze kierowcę. Nieprzewidzianą niespodzianką okazały się Połoninki Arłamowskie. Choć nie są typowymi górskimi połoninami, to urocze, łagodne wzgórza w Górach Sanocko-Turczańskich koło Arłamowa, słynące z pięknych widoków, spokojnych lasów i bogatej historii związanej z byłym ośrodkiem rządowym PRL i internowaniem Lecha Wałęsy, oferując dziś luksusowy hotel, przyrodę i bliskość Bieszczad. Ciekawostką jest fakt, że region ten, choć dziś popularny turystycznie, był kiedyś ściśle tajnym, niedostępnym dla zwykłych ludzi miejscem wypoczynku władz. Dziś Arłamów stał się również bazą treningową dla najlepszych klubów piłkarskich i kadry narodowej. 

Lekko zdegustowana mina Ojca na zdjęciu powyżej może świadczyć tylko o tym, że właśnie w tym momencie opowiada o ilości spożytego alkoholu podczas internowania jednego ze znanych ówczesnych polityków. Liczby te były naprawdę „imponujące”. Kolejna atrakcja na naszej drodze to prawdziwa perełka, mianowicie Cerkiew św. Onufrego w Posadzie Rybotyckiej. Obiekt jest przykładem jedynej murowanej cerkwi w stylu gotyckim o charakterze obronnym (inkastelowana) zachowanej na terenie województwa podkarpackiego. Zachowując obronny charakter, następnie zwiedziliśmy Fort XI Duńkowiczki – miejsce, gdzie historia ożywa na nowo – właśnie tu powstało nowoczesne muzeum narracyjne, które w niezwykły sposób przenosi zwiedzających w czasy Twierdzy Przemyśl. Dzięki realistycznym scenografiom, multimedialnym instalacjom i interaktywnym wystawom, można poczuć klimat życia żołnierzy sprzed ponad wieku i zrozumieć znaczenie jednej z największych twierdz Europy. Była też pizza. W takim anturażu chyba jeszcze nikt z nas nie miał okazji jej spożywać. Dzień zakończyliśmy zwiedzaniem Przemyśla pod przewodnictwem Ewy, która w miastówkach ma spore doświadczenie. Obok Rynku w Przemyślu i Muzeum Dzwonów i Fajek, największa atrakcją okazał się Archikatedralny Sobór Grekokatolicki św. Jana Chrzciciela w Przemyślu, który na osobiste zaproszenie kościelnego mieliśmy przyjemność zwiedzić i wysłuchać jego historii. Tak wystawnego ikonostasu nikt z nas do tej pory jeszcze nie widział. 

Piąty, ostatni dzień autokarówki rozpoczął się od spaceru pod Zamek Kamieniec w Odrzykoniu, po trasie autokarem, urozmaiconej przez prowadzącą Olę konkursami z nagrodami. Zamek to malownicze ruiny na skalnym wzgórzu, słynne jako inspiracja dla komedii Aleksandra Fredry „Zemsta”, opartej na sporze rodów Firlejów i Skotnickich o mur graniczny i studnię. Mogliśmy również na własnej skórze odczuć cytat Rejenta „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!”, wszak pomimo braku w planie, dodane do niego zostało zdobycie szczytu Królewskiej Góry – drugiego najwyższego wzniesienia Pogórza Dynowskiego.
I oczywiście Cmentarza z I Wojny Światowej, znajdującego się na zachodnich stokach góry. 

Akceptacja „Woli Nieba” oznacza akceptację losu, która prowadzi do harmonii i szczęśliwego zakończenia, co widać po uśmiechach kursantów na pamiątkowym zdjęciu. Tak właśnie zakończyła się autokarówka Kursu Skałkowego na Dalekim Wschodzie. Było intensywnie, czasami męcząco i zimno, ale także merytorycznie, inspirująco, i jak zawsze – najzwyczajniej fajnie. Wieczory mijały przy dźwiękach gitar (i fletu poprzecznego!) lub przy szachownicy
i planszówkach. Ten klimat jest niepowtarzalny, tak samo jak każdy z kursowych wyjazdów.

Tekst: Paweł „Kronikarz” Hamela
Zdjęcia: Paweł „Kronikarz” Hamela, Bartosz „Bejker” Piekaruś, Magdalena Springwald 

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.