Kurs przewodnicki,  Relacje

Kierunek: Środek!

Początek roku – jedni żyją postanowieniami noworocznymi, inni jeszcze dochodzą do siebie po szaleństwach sylwestrowych. My natomiast, czyli młodszy kurs przewodników beskidzkich, zamiast zastanawiać się, jaki będzie nadchodzący rok, spakowaliśmy potrzebne rzeczy, wyposażyliśmy się w niezbędna wiedzę (a przynajmniej w Rewasze i inne źródła informacji) i już 2 stycznia ruszyliśmy w naszą pierwszą “autokarówkę”, której celem stały się urocze i – dla wielu z nas dotąd nieodkryte – zakątki Małopolski Południowej.

Dzień zero. Ruszamy w kierunku Gorlic! Tam na pewno coś jest!

Podróż do Gorlic (gdzie przez najbliższe dni mieliśmy nocować) minęła nam wesoło, ale wcale nie tak beztrosko jak mogłoby się wydawać. W trakcie wyjazdów kursowych nasze Szefostwo dba, aby wykorzystywać każdą okazję do pogłębiania wiedzy i szlifowania umiejętności, które powinien posiadać przyszły przewodnik beskidzki. Kilka godzin podróży też nie mogło iść na marne, dlatego w tym czasie niektórzy z nas mieli okazję usiąść na fotelu obok kierowcy i przekonać się, jak niełatwe zadanie stoi przed przewodnikiem-pilotem, który nie tylko powinien zabawiać uczestników wycieczki ciekawostkami na temat mijanych na trasie miejsc, ale również zadbać o to, aby kierowca faktycznie zawiózł grupę tam, gdzie planowo ma zawieźć.

Do Gorlic przybyliśmy w późnych godzinach wieczornych, więc jedyne, co nas jeszcze tego dnia czekało, to zakwaterowanie i wysłuchanie od Szefów słowa na sobotę.

Dzień pierwszy kościoły, skansen i wariacje na temat pulpy

Sobotni poranek przywitał nas zimową aurą. W drogę ruszyliśmy wcześnie, gdyż punktów w programie dnia nie było mało. Najpierw udaliśmy się do Szalowej, gdzie zwiedziliśmy XVIII-wieczny kościół pw. św. Michała Archanioła. Obiekt znajduje się na szlaku architektury drewnianej i zachwyca bogato zdobionym, barokowym wnętrzem. Następnie odwiedziliśmy dwa zabytki wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, czyli cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Owczarach, która jest jedną z najstarszych zachowanych cerkwi łemkowskich, oraz kościół pw. św. Filipa i św. Jakuba w Sękowej, który wyróżnia się okalającymi go podcieniami (tzw. sobotami) i jest uważany za jeden z piękniejszych kościołów drewnianych Małopolski Południowej.

Pierwszy punkt niezwykle bogatego programu autokarówki to kościół w Szalowej…
… wraz z swoim zapierającym dech w piersiach barokowym wnętrzem.

Z Sękowej udaliśmy się do Szymbarku, czyli kolejnego punktu na naszej trasie. Tu przede wszystkim zwiedziliśmy kościół pw. św. Wojciecha, kasztel, a także Skansen Wsi Pogórzańskiej im. prof. Romana Reinfussa. W skansenie mogliśmy poznać warunki, w jakich niegdyś żyła ludność zamieszkująca tereny Obniżenia Gorlickiego. Większość chałup, budynków gospodarczych i przedmiotów codziennego użytku pochodzi z XVIII-XIX wieku i została przeniesiona na teren skansenu z innych lokalizacji. Uwagę wielu z nas skupił jednak nieformalny gospodarz tego miejsca, czyli pan kocur, który chętnie towarzyszył nam w trakcie zwiedzania. Jego dorodna sylwetka pozwala stwierdzić, że dobrze wywiązuje się ze swoich gospodarskich obowiązków, a głód nie zagląda mu w oczy nawet na przednówku! 

Pośrodku skansenu w Szymbarku znajdujemy pomnik jego patrona, jak i naszego honorowego przewodnika – Romana Reinfussa.

Po opuszczeniu skansenu odwiedziliśmy pobliski cmentarz wojenny nr 74, a następnie ruszyliśmy dalej, do Gorlic, gdzie przed udaniem się na kwatery, mieliśmy jeszcze w planach poznanie zakątków tego urokliwego miasta. Zwiedziliśmy m.in. rynek, kapliczkę Jezusa Frasobliwego (o której śmiało można powiedzieć, że jest unikatowa) i Sidur Przechodniów. Na długo zapamiętamy jednak wizytę w Muzeum Regionalnym PTTK, głównie za sprawą rewelacyjnej pani przewodnik, która oprowadziła nas po ekspozycji muzeum, a następnie z pasją i niesamowitym zaangażowaniem przybliżyła nam historię Ignacego Łukasiewicza i wydobycia ropy naftowej na tych terenach, a także przedstawiła nam przebieg bitwy gorlickiej z okresu I wojny światowej, która odegrała istotną rolę w konflikcie, gdyż doprowadziła do przerwania frontu rosyjskiego. Była to najlepsza lekcja historii, w której uczestniczyliśmy!

W Gorlicach wysłuchaliśmy fantastycznego wykładu w miejscowym muzeum PTTK…
… odnaleźliśmy replikę pierwszej ulicznej lampy naftowej…
… i poznaliśmy wiele innych historii związanych z Miastem Światła i jego patronem Ignacym Łukasiewiczem!

Po zwiedzaniu miasta udaliśmy się prosto do miejsca zakwaterowania, gdzie czekało nas gotowanie pulpy! Powoli naszą kursową tradycją stają się kulinarne eksperymenty, dlatego jeszcze przed wyjazdem ustaliliśmy, że na tym wyjeździe zaszalejemy i spróbujemy nadać pulpie nieco orientalnego charakteru. Połączenie azjatyckiego makaronu z mleczkiem kokosowym i aromatycznymi przyprawami wyszło wybornie!

Przepełnieni szczęściem w postaci pulpy i po wysłuchaniu słowa na niedzielę wygłoszonego przez Szefów podzieliliśmy się na dwie frakcje: tę nie do zdarcia, która poszła śpiewać, i tę do zdarcia, która poszła spać… 

Dzień drugi Sącz… Stary Sącz i Nowy Sącz!

Niedziela powitała nas wspaniałym słońcem, które nie opuszczało nas do końca dnia. W tak przyjemnej aurze udaliśmy się do Starego Sącza, którego zwiedzanie zaczęliśmy od Ołtarza Papieskiego. To właśnie tu, 16 czerwca 1999 roku Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił błogosławioną Kingę świętą. Następnie zwiedziliśmy m.in. starosądecki rynek, kościół pw. św. Elżbiety Węgierskiej oraz klasztor Klarysek. Na koniec podziwialiśmy panoramę miasta i okolic z leśnego molo. Aby dotrzeć do tego miejsca, musieliśmy wdrapać się na całkiem stromy pagórek, więc ci z nas, którym brakowało górskiego klimatu, mieli moment czystej radochy.

Ołtarz papieski to miejsce idealne na referat przedstawiający historię tego miejsca, jak i szybką panoramkę Beskidu Sądeckiego.
Kolejny przystanek na trasie to Brama Seklerska w Starym Sączu.

Ze Starego Sącza ruszyliśmy w kierunku jego młodszego o 35 lat brata, czyli Nowego Sącza – miasta mniej kameralnego, ale również urokliwego. W trakcie spaceru zwiedziliśmy rynek wraz z zabytkowym ratuszem, ruiny zamku z basztą, a także planty. Ponadto obejrzeliśmy ekspozycję w Muzeum Ziemi Sądeckiej, a na koniec zwiedziliśmy bazylikę kolegiacką pw. św. Małgorzaty.

Zdecydowanie spokojniejszą niedzielę zwieńczyło oczywiście gotowanie pulpy. Prawdziwą furorę zrobiła ta w wersji wegańskiej, czyli ze szpinakiem, czosnkiem i suszonymi pomidorami.

Zmęczeni, ale z pełnymi brzuszkami, tradycyjnie wysłuchaliśmy słowa Szefów na dzień kolejny. I znowu podzieliliśmy się na dwie frakcje: śpiewaków i śpiochów.

Dzień trzeci arcydzieło architektury drewnianej, miasto kata, cmentarze wojenne, Skamieniałe Miasto i Bobowa

Poniedziałek zaczęliśmy od zwiedzania obiektu, o którym trudno mówić w innych kategoriach niż architektonicznego cudu. Mowa oczywiście o kościele pw. św. Michała Archanioła w Binarowej. Jeśli dotąd żadna budowla sakralna nie wywołała choćby cienia zachwytu, to tutaj zdecydowanie musiało się to zmienić. Zabytek wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO między innymi ze względu na zjawiskowe polichromie pokrywające niemal każdą przestrzeń jego wnętrza. Od rewelacyjnej i pełnej pasji Pani Małgosi dowiedzieliśmy się o historii kościoła, unikalnych w skali światowej elementach jego wnętrza (na przykład konfesjonał rodzinny), a także o tym, że stałym bywalcem kościoła był młodopolski artysta Stanisław Wyspiański.

Z Binarowej udaliśmy się do Biecza, gdzie na rynku, tuż przy XV-wiecznym ratuszu z ozdobioną sgraffito wieżą, wysłuchaliśmy historii miasta. Dowiedzieliśmy się między innymi, że niegdyś Biecz dysponował tzw. “prawem miecza”, czyli prawem do wydawania i wykonywania wyroków śmierci, a także posiadania własnego kata. W Bieczu zwiedziliśmy jeszcze wspaniały zabytek architektury gotyku, czyli kolegiatę Bożego Ciała, a także mury miejskie, z których do dziś zachowały się jedynie fragmenty. 

Panorama Beskidu Niskiego wprost z wzgórza Pustki i cmentarza numer 123.

Na terenach Małopolski Południowej, podobnie jak na pozostałych terenach Galicji, zlokalizowane są cmentarze wojenne – miejsca pochówku żołnierzy, którzy zginęli w trakcie I wojny światowej. Miejsca te powstały dzięki zaangażowaniu Rudolfa Brocha oraz Hansa Hauptmanna, a ich ideą było upamiętnić ofiary konfliktu bez względu na to, po której stały stronie. W trakcie wyjazdu takich cmentarzy odwiedziliśmy kilka, jednak chyba najbardziej w naszej pamięci zapadną cmentarze wojenne: nr 123 Łużna Pustki oraz nr 118 Staszkówka, które tego dnia były punktami na naszej trasie. Cmentarz w Łużnej Pustkach posiada wyraźny układ tarasowy, a na jego szczycie króluje drewniana gontyna projektu słowackiego architekta Dušana Jurkoviča. Z tego miejsca rozpościera się przepiękna panorama na okoliczne wzgórza, co silnie kontrastuje z jego dramatyczną przeszłością. To właśnie tu, w roku 1915 doszło do starcia między sprzymierzonymi wojskami austro-węgierskimi i niemieckimi z armią rosyjską, które zakończyło się przegraną Rosji. Po obu stronach tego konfliktu ginęli nasi rodacy, a o tej bolesnej prawdzie przypominają polskie nazwiska na tabliczkach wielu grobów. Cmentarz w Staszkówce z kolei warto odwiedzić ze względu na charakterystyczne, monumentalne cztery pylony, z których dwa zwieńczone są mieczami. Z cmentarza – podobnie jak w Łużnej – można podziwiać pobliskie wzgórza, co sprzyja zadumie i refleksji.

Ze Staszkówki ruszyliśmy w stronę Ciężkowic, gdzie czekał nas przyjemny spacer po rezerwacie przyrody Skamieniałe Miasto, w którym ochronie podlegają formacje skalne. W trakcie wycieczki mieliśmy okazję wysłuchać legend związanych z niektórymi skałami, a także zastanowić się, czy “Grupa Borsuka” faktycznie ma coś wspólnego z tym uroczym zwierzątkiem, a “Czarownica” ma jakikolwiek rys ludzki. I w jednym, i w drugim, i w każdym kolejnym przypadku zdania były mocno podzielone.

Synagoga w Bobowej
Kolejny z cmnatarzy, tym razem numer 118 w Staszkówce

Ostatnim punktem w programie było zwiedzanie Bobowej. Do miasta słynącego z koronki klockowej zawitaliśmy już po zmroku. Zwiedziliśmy tu między innymi rynek z kapliczką św. Floriana, kościół pw. Wszystkich Świętych z przełomu XIV i XV wieku, cmentarz wojenny nr 133. Odwiedziliśmy również XVIII-wieczną synagogę, której historię przybliżyła nam pani opiekująca się tym miejscem. W synagodze nadal sporadycznie odbywają się nabożeństwa, przede wszystkim w trakcie pielgrzymek do miejsc spoczynku cadyków, którzy niegdyś zamieszkiwali w tych okolicach. 

Z Bobowej ruszyliśmy prosto do Gorlic. Tu poszerzyliśmy zwiedzanie o elementy turystyki kulinarnej i zjedliśmy kolację w jednej z restauracji. Tym samym dalszych eksperymentów z pulpą tego dnia nie było. Jutro wracamy.

Dzień czwarty i ostatni – powrót z połamanymi językami

Ostatni dzień pobytu w Małopolsce Południowej nie był wcale mniej intensywny, oj nie! Na naszej trasie znalazły się tym razem takie miejsca jak zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce, Czchów czy ruiny zamku w Melsztynie w gminie Zakliczyn – powiedzieć, że język można połamać, to jak nic nie powiedzieć. Trudności natury artykulacyjnej nie odbierają jednak tym miejscom uroku i zdecydowanie polecamy odwiedzić każde z nich, podobnie jak Lipnicę Murowaną, czyli przedostatni punkt naszej “autokarówki”. Wieś ta słynie z tradycji organizowania co roku Konkursu Palm Wielkanocnych, w którym palmy oceniane są w różnych kategoriach, jednak najbardziej znaną i przyciągającą najwięcej odwiedzających jest konkurs na najwyższą palmę. W Lipnicy zwiedziliśmy m.in. zabytkową zabudowę rynku z charakterystycznymi podcieniami, pobliskie kościoły: pw. św. Andrzeja Apostoła, pw. św. Szymona z Lipnicy oraz wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO kościół pw. św. Leonarda, odwiedziliśmy również cmentarz wojenny nr 299 (zlokalizowany zresztą w pobliżu kościoła pw. św. Leonarda).

Ostatni z wielu odwiedzonych w trakcie autokarówki obiekt UNESCO – Kościół pw. św. Leonarda w Lipnicy.
Kolejny z cmentarzy, tym razem 293 w Zakliczynie, na pierwszym planie zaś prowadzący wyjazd – Łukasz Kornaś.

Finalnym punktem na naszej trasie był browar Okocim. Zwiedzanie zaczęliśmy od wysłuchania opowieści o dziejach browaru oraz jego założycieli i długoletnich właścicieli, czyli rodziny Goetze. Następnie zostaliśmy oprowadzeni po miejscach, gdzie obecnie warzony jest trunek.

Na zakończenie Browar Okocim, z zachowaniem wszystkich zasad BHP!

Do Katowic dotarliśmy nocą – zmęczeni, ale w wybornych nastrojach (i wbrew pozorom naszego dobrego humoru nie należy łączyć z wizytą w browarze). To był pod każdym względem udany wyjazd.

Tekst: Aleksandra Domogała
Redakcja: Paweł Pisarek
Zdjęcia: Kursanci

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.