Zima zaskoczyła Skałkowych w Beskidzie Małym
W ostatni weekend marca kurs Skałkowy wybrał się w najmniejsze (ale nie najniższe!) pasmo Beskidów. Marszrutę ułożył Tomek. Zapewnił też, zapewne niechcący, nieprzemakalną pogodę. Lecz tym razem nie o deszczu, a o śniegu mowa, którego ilość zaskoczyła chyba każdego z nas. Najbardziej tych, którzy zimowe buty odłożyli już do szafy. Pomogły reklamówki na skarpetki.

W piątkowy dzień po zakwaterowaniu w PTSM czekała na nas miastówka po Suchej Beskidzkiej pod batutą Maćka aka Ojca, który miał niełatwe zadanie do zmotywowania grupy do wyjścia, zważając na warunki pogodowe za oknem. Oczywiście mu sprostał, tak jak dalszemu prowadzeniu, podczas którego pierwszą atrakcją był Zamek w Suchej Beskidzkiej nazywany „Małym Wawelem”. To renesansowa rezydencja z XVI/XVII wieku, pełniąca dziś funkcję centrum kultury. Obiekt charakteryzuje się trójskrzydłową zabudową z arkadowymi krużgankami i czterema narożnymi wieżami. Obecnie mieści Muzeum Miejskie, hotel i restaurację „Kasper Suski”. Pierwotnie był to dwór obronny wzniesiony w latach 1554–1580 przez Kaspra Suskiego. W latach 1608–1614 Piotr Komorowski przekształcił go w okazałą rezydencję magnacką. Nazwa „Mały Wawel” nawiązuje do podobieństwa do zamku królewskiego w Krakowie.
Zobaczyliśmy oczywiście również rynek, na którym mieści się Karczma Rzym, nawiązującą do legendy o Panu Twardowskim, który w karczmie „Rzym” miał spotkać się z Mefistofelesem. Pod śniegiem odkopaliśmy także tablicę upamiętniającą Billy’ego Wildera – urodzonego w Suchej, jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii Hollywood (twórca m.in. „Pół żartem, pół serio”). Ostatnim co zobaczyliśmy to piękne pod względem architektonicznym i stylistycznym budowle wraz z budynkiem klasztornym oraz czterema kaplicami tworzące zespół klasztorno – kościelny. Lekko zmarznięci, ale nasyceni nową dawką wiedzy, wróciliśmy na nocleg do PTSM-u.








Drugi dzień spędziliśmy oczywiście na szlaku (i poza nim). Celem wędrówki była Chata na Potrójnej. Wystartowaliśmy spod OSP Rzyki i już po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w śnieżnej krainie przypominającej Narnię. Dotarliśmy na Groń Jana Pawła II (890 m n.p.m.), miejsce o unikalnym charakterze, łączące historię turystyki z kultem religijnym. Szczyt pierwotnie nazywał się Jaworzyna. Nazwę na cześć papieża zmieniono oficjalnie w 2004 roku. W kaplicy znajduje się fotel, na którym Jan Paweł II siedział podczas wizyty w Skoczowie w 1995 roku, oraz ołtarz z napisem: „Jest nas troje: Bóg, góry i ja”. Znajduje się tu również najwyżej położony pomnik Jana Pawła II.
Poniżej szczytu znajduje się Schronisko PTTK Leskowiec, które w 1945 roku cudem ocalało przed spaleniem – dzierżawca Jan Targosz uratował je, częstując żołnierzy bimbrem. My posililiśmy się ciepłą strawą, z uwagą wsłuchując się w przedstawiane referaty, poszerzające wiedzę o regionie, w którym się znajdowaliśmy. Następnie na trasie minęliśmy miejsce wiążące się z ciekawą historią krowy Anuli. Józef ze Snokówki miał dwie córki na wydaniu, a gdy pojawił się kawaler Krzysiek, postanowił wybudować młodym dom pod lasem. Aby zdobyć pieniądze, chciał zaprowadzić swoje krowy – Anulę i Krasulę na targ w Wadowicach, gdzie kupić je mogło wojsko austro-węgierskie. Krasula była spokojna i potulna, natomiast Anula – czujna i sprytna. W okolicach Madohory, przy Wędrujących Kamieniach pod Smrekowicą, Anula uciekła. Józef sprzedał więc tylko Krasulę i za uzyskane pieniądze zbudował skromniejszy dom. Anuli nigdy nie odnaleziono – podobno do dziś krąży po tych górach, lecz pozostaje płochliwa.
Powoli zbliżaliśmy się do miejsca noclegu w chatce na Potrójnej, jednak przed wejściem czekała nas jeszcze, wyczekiwana całą trasę bitwa na śnieżki. Niektórzy śmiałkowie skapitulowali przed jej rozpoczęciem, obawiając się powtórki wyniku z bitwy o Kordowiec w Beskidzie Sądeckim. Wieczór spędziliśmy w przyjemnych przestrzeniach chatki, ogrzewanej ogniem z kominka ulokowanego na środku sali przy pulpie, referatach, rozmowach i partiach szachowych.





W niedzielny poranek po przebudzeniu przywitał nas zapach świeżych drożdżówek z dżemem i nutellą, wypiekanych przez gospodarzy. Po takim deserze, w doskonałych humorach wyruszyliśmy bezszlakowo w kierunku OSP w Rzykach pod przewodnictwem Kasi, która świetnie poradziła sobie z zadaniem sprowadzenia grupy. Walka na śnieżki kusiła do samego końca. Ostatnim punktem naszego wyjazdu były Wadowice, miasto szczególne tak dla nas, jak i dla wszystkich Polaków. Daria oraz Iga bardzo ciekawie przybliżyły nam historię miasta, zabytków oraz najwybitniejszego wadowiczanina – Jana Pawła II. Nieodłącznym elementem wizyty w tym miejscu były również kremówki, jako słodkie zakończenie pobytu Skałkowych w bardzo lubianym przez nich Beskidzie Małym.


Tekst: Paweł „EL Flamingo” Hamela
Zdjęcia: Paweł Hamela, Ania Barwińska, Mateusz Cempa, Tomek Solarski
Redakcja, korekta: Paweł Pisarek