Raczański worek rozmaitości
W kwietniu uczestnicy młodszego kursu przewodników beskidzkich szlifowali swoje umiejętności w Beskidzie Żywieckim. Tym razem przemierzaliśmy widokowe, ale też nieco tajemnicze szlaki Worka Raczańskiego, chłonąc przy tym promienie wiosennego słońca, którego tak bardzo brakowało przez ostatnie jesienno-zimowe miesiące.

Do Rycerki Kolonii, gdzie w znajdującym się tam Szkolnym Schronisku Młodzieżowym mieliśmy spędzić dwie najbliższe noce, przybyliśmy w piątkowy wieczór. Z racji tego, że tym razem wyjazd miał przybrać nieco inną formę, na szlak mieliśmy ruszyć dopiero następnego dnia. Nie oznacza to jednak, że mieliśmy luźny wieczór. Najpierw czekała na nas niespodzianka, czyli gorąca, pyszna pizza, po której następnie zebraliśmy się w świetlicy, gdzie wreszcie dowiedzieliśmy, na czym będzie polegała wyjątkowość tego wyjazdu. Rąbka tajemnicy uchylił sprawca całego zamieszania (w pozytywnym sensie), czyli Kuba Pasieka, który postanowił w ramach wyjazdu poprowadzić dla nas warsztaty z zakresu m.in. komunikacji, bycia liderem czy też pracy z grupą, a zatem umiejętności szalenie przydatnych w pracy przewodnika. Kuba zapoznał nas z zasadami, które miały obowiązywać następnego dnia, a najważniejszą z nich była otwarta, szczera, ale zarazem pełna wzajemnego szacunku i zrozumienia komunikacja. Na koniec spotkania mieliśmy w trzech słowach opisać, jakie emocje towarzyszą nam przed nadchodzącym dniem. Okazuje się, że zaproponowana przez Jakuba forma wyjazdu wywołała różne emocje: od ciekawości przez ekscytację po lęk (jednak jak się okazało nazajutrz, nie było się czego bać).

Wieczór zakończyliśmy trochę inaczej niż tradycyjnie. Z racji braku instrumentów zrezygnowaliśmy ze śpiewów i postanowiliśmy podzielić się ze sobą zabawnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Wyszło na to, że byliśmy łobuzy i raczej z tego łobuzerstwa nie wyrośliśmy.
Sobotni poranek zaczął się nietypowo. Po śniadaniu, zanim ruszyliśmy, zagraliśmy w grę integracyjną, która polegała na tym, że każdy z nas musiał się przedstawić, dołączając do imienia jakiś charakteryzujący nas przymiotnik. Zadanie miało w sobie pewną trudność – przymiotnik musiał zaczynać się od tej samej litery co nasze imię.
Następnie w bardzo dobrych nastrojach ruszyliśmy w kierunku Wielkiej Raczy. W trakcie wędrówki Kuba na bieżąco dzielił się z nami wiedzą na temat bycia liderem grupy czy też pracy z grupą. Udzielał również rad i wskazówek osobom, które tego dnia prowadziły, a także dzielił się z nami wiedzą merytoryczną z zakresu topografii, przyrody czy też geologii (wykład o fliszu karpackim pokazał, że nawet taki temat odpowiednio przedstawiony może okazać się dziecinnie prosty). Na szczycie Wielkiej Raczy dodatkowo wysłuchaliśmy krótkiego wykładu poruszającego m.in. zagadnienie uczenia się poprzez doświadczenie, a następnie, korzystając z pięknej pogody i wspaniałej widoczności, poćwiczyliśmy panoramki.

Na nocleg jak zwykle dotarliśmy później niż planowaliśmy, ale chyba już do tego przywykliśmy. Po pożegnaniu się z Kubą, który musiał nas już opuścić, wzięliśmy się za gotowanie pulpy. Tym razem znowu poniosła nas kulinarna fantazja, gdyż postanowiliśmy ugotować pulpę szpinakową – była wyśmienita! Dzień zakończyliśmy oczywiście omówieniem, a także wysłuchaniem planu na następny dzień.
Niedziela upłynęła nam na spokojnej wędrówce ku Bendoszce Wielkiej, na szczycie której spędziliśmy nieco więcej czasu, aby poćwiczyć panoramki (warunki do tego były wymarzone, więc trzeba było skorzystać z okazji). Do Rycerki dotarliśmy w godzinach popołudniowych, skąd po omówieniu prowadzeń ruszyliśmy do domu, ciesząc się, że udało się nam uniknąć zapowiadanego na ten dzień deszczu.


W trakcie wyjazdu mogliśmy się przekonać, że w każdym z nas nadal drzemie małe dziecko, które lubi się bawić i dokazywać, gdyż z entuzjazmem uczestniczyliśmy w przeróżnych zabawach integracyjnych, takich jak berek, górskie kalambury czy powtarzanie dźwięków. Najwięcej emocji wywołała jednak zabawa w pif-paf, która polegała na dyskretnym eliminowaniu (na szczęście “na niby”) współtowarzyszy, choć trzeba przyznać, że to trochę niepokojące, że drzemią w nas mordercze skłonności. ;-)
To był dobry wyjazd. Pełen słońca, uśmiechu, pięknych widoków okraszonych solidną porcją wiedzy. Oby takich jak najwięcej!
Tekst: Aleksandra Domogała
Redakcja: Paweł Pisarek
Zdjęcia: Kursanci