Weekend pod znakiem bezszlaków
Po krótkim, ale intensywnym, weekendzie majowym spędzonym w autach, doskonalącym umiejętność pilotażu i prowadzeń miejskich, przyszedł czas na szlifowanie poruszania się poza wyznaczonymi szlakami w terenie górskim. Gdzie by tu pojechać, żeby było blisko, a bez prostokątów z dwoma białymi paskami i kolorowym pośrodku, namalowanymi na drzewach? Rejony Międzygórza Jabłonkowsko – Koniakowskiego, Beskidu Śląskiego i Beskidów Żywieckich. Dodatkowy atut bliskość chaty na Zagroniu.

Głównodowodzącą przedsięwzięcia została Kasia Klimasz, mająca doświadczenie w organizacji podobnego wyjazdu ,,Kolejkowym”. Większość osób dotarła w piątek na Zagroń, a część dojechała w sobotę. Startujemy rano z parkingu przy stacji Milówka Zabawa i tu zostawiamy samochody, aż do niedzielnego wieczora. Cel na sobotę dotrzeć na Zagroń na cieplutką pulpę, którą miała przygotować nam Ania Kręci.
Zaczynamy zabawę w Zabawach 😊. Każdy kursant dostaje na początku swojego prowadzenia wytyczne, dokąd ma dojść lub przez jakie miejsce ma przejść. Pozostali uczestnicy, podobnie jak i same szefostwo nie mają pojęcia, dokąd zmierzamy. Ruszamy grupą około 15 osób, pierwsza prowadzi nas Ewa, która doprowadza nas na szczyt Zabawy, by później dojść do cmentarza cholerycznego nad Nieledwią, gdzie oddaje pałeczkę Miodkowi.

Poranek jest chłody z dużą ilością chmur, w trakcie naszego marszu pojawia się też słońce, a na odsłoniętych grzbietach daje o sobie dać znak wiatr, przypominający żeby narzucić na siebie dodatkową warstwę.
W trakcie przejścia przez wieś przytrafia się nam kolejny na kursie ,,krowi incydent”. Łukaszowi dostaje się najbardziej wymagający odcinek w trakcie weekendu. Powalone drzewa, jeżyny i młodniki przez które trzeba się przedrzeć (chaszczowanie na maxa), żeby dojść na szczyt Kiczorki. Tam robimy sobie zasłużony odpoczynek, ciesząc się słońcem. Łukaszowi zostaje niewielki fragment do przejścia, do jednej z kapliczek w okolicznych przysiółkach. Robimy omówienie, bo Łukasz się od nas odłącza, a w tym czasie do prowadzenia przygotowuje się Ania. Zboczami Popręcinki docieramy do przełęczy Kotelnica, by później powędrować w kierunku Małej Zabawy. Na tym odcinku wykorzystujemy widokowe miejsca do ćwiczenia panoramek m.in. na Worek Raczański. Kolejną z prowadzących jest Ola, która sprowadza nas do Rajczy, przez Biernatkę i Ziętkówkę.

Gdy jako szefowie poznaliśmy cały plan rzuciliśmy do grupy, że Muńcuł na nas dziś jeszcze czeka, patrząc na godzinę i miejsce, w którym byliśmy, pulpę moglibyśmy zjeść na śniadanie 😊. Oczywiście Muńcuł był tylko żartem.
Podczas zejścia do Rajczy pojawia się inicjatywa ze strony Kasi albo Dawida, żeby zamówić pizzę w Rajczy, która miała nas doładować na dalszą wieczorną wędrówkę. Pizzę zamawiamy ze szlaku (a raczej bez szlaku), żeby nie tracić czasu na oczekiwanie. Do Rajczy docieramy około 19. Robimy przerwę na pizzę i zakupy w delikatesach. Znacie ten mem z serialu ,,Narcos” gdzie smutny Pablo buja się na ławce? Tak sobie wyobrażam Anię czekającą nas tego dnia. Na szczęście w oczekiwaniu wsparł ją Mati, który dojechał na Zagroń.

Wracamy do Rajczy, z której do chaty jest już bardzo blisko, ale nie dla nas tego dnia. W Rajczy przejmuje nas Iga, przy zachodzącym słońcu podchodzimy na Hutyrów, gdzie docieramy do czerwonego szlaku, pierwszy raz po 10 godzinach mamy oznaczenie szlaku, podchodzimy nim chwile przy zapadającym zmroku, ale zadanie Igi polega na odbiciu na Urówkę i grzbiet opadający w dolinę Ujsoły. Już w ciemności następuje przedostatnia zmiana prowadzących. Patrycja ma nas doprowadzić do Ujsół. Podczas zejścia, oglądamy rozgwieżdżone niebo i kierujemy się do wsi. Tu ostatnia zmiana – Basia ma prosty cel: pulpa. Podchodzimy pod Kiczorę i kierujemy ostatnie kroki w stronę naszej chaty. Docieramy już w niedzielę, dokładnie 00.01. Zajadamy się pulpą i szykujemy się do spania, bo druga część wyprawy czeka na nas już kolejnego poranka.

Dzień zaczynamy od śniadania i omówień, które zajmują sporo czasu ze względu na liczbę prowadzących kursantów. Po tych formalnościach, grupa się mocno redukuje, część osób wraca do domów. Pogoda od rana dopisuje. Pełne słońce, grzejące coraz mocniej. Za Anią podążamy w kierunku Zapolanki żółtym szlakiem, z którego w pewnym momencie odbijamy. Ania szuka jak najlepszej drogi, którą schodzimy do Nickuliny. W dolinie zmiana i po przerwie na swojski chleb z swojskim masłem rodem z Ujsół, prowadzeni przez Kasię ruszamy zdobyć Suchą Górę, po drodze odwiedzając chatkę pod szczytem.

Na hali robimy przerwę i korzystamy z widoków na szczegółową panoramkę. Przedostania zamiana prowadzącego na tym wyjeździe, Mati ma nas doprowadzić na sam szczyt Suchej Góry, a potem sprowadzać w kierunku Milówki. W trakcie zejścia ostatnia zmiana, na krótki fragment grupę przejmuje Dawid, który idealnie sprowadza nas do Karczmy przy stacji, gdzie mamy samochody. Zamawiamy jedzenie i robimy omówienia niedzielnych prowadzeń. Kończymy wyjazd około 19.
Wyjazd były kolejnym ważnym punktem po drodze do egzaminu wewnętrznego, który zbliża się coraz większymi krokami. Dziękujemy Kasi za organizację i dobrą atmosferę na wyjeździe i Michowi za obecność trasie.
Tekst: Tomek Solarski
Redakcja: Paweł Pisarek
Zdjęcia: Kasia Klimasz, Dawid Orzechowski, Łukasz Brzęk, Patrycja Szypuła