Kurs przewodnicki,  Relacje

Majówkowa afera o żabę

To miał być zwykły artykuł o zwykłym majówkowym wyjeździe szkoleniowym młodszego kursu przewodników beskidzkich (coraz częściej zwanym Szczawiowym, więc wygląda na to, że nazwa ta z nami już zostanie), ale w jego trakcie wydarzyło się coś, czego nie można przemilczeć.

Zaczęło się niewinnie i zupełnie zwyczajnie, mianowicie wieczorową porą ostatniego dnia kwietnia spotkaliśmy się na dworcu w Katowicach, skąd ruszyliśmy pociągiem do Żywca. Podróż minęła szybko i wesoło, a na miejsce dotarliśmy punktualnie. Nie był to jednak jeszcze koniec naszej podróży, gdyż stąd planowaliśmy ruszyć busami do Pewli i Koszarowy (wcześniej podzieliliśmy się na dwie grupy, które z tych dwóch miejscowości miały dotrzeć na Lasek). I właśnie gdy czekaliśmy na transport, do naszej doborowej paczki dołączyła wielka, różowa żaba, która wcześniej bytowała w jednym z żywieckich sklepów należących do sieci sygnowanej znakiem zielonego płaza. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że ten nowy przybysz szybko skradnie nasze serca, ale zarazem stanie się zarzewiem największego i jedynego jak dotąd na naszym kursie konfliktu.

Sprawca całego zamieszania, różowy ropuch, zwany pieszczotliwie Zbigniewem Gustawem Habsburgiem Żywieckim

Póki co jednak nocne podejście na Lasek minęło bez komplikacji, za to przekonaliśmy się, że nasz nowy przyjaciel jest najbardziej fotogeniczną żabą na świecie. Na nocleg dotarliśmy o całkiem przyzwoitej jak na nas porze, co było sporym zaskoczeniem (wciąż w pamięci mamy dwudniowe wejście na Błatnią). Po tradycyjnym omówieniu prowadzeń, a także odśpiewaniu kilku utworów z naszego śpiewnika, poszliśmy spać. 

Następnego dnia czekała nas wędrówka na Adamy. Ponownie zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, które miały dotrzeć do celu różnymi trasami. I na tym skończyła się normalność, gdyż właśnie wtedy doszło do pierwszej odsłony naszego konfliktu o Zbigniewa Gustawa Habsburga Żywieckiego, gdyż właśnie takim mianem nazwaliśmy naszego ropuszego towarzysza. Tak się bowiem składa, że gdy grupy są dwie, a Zbigniew jeden, to wiadomo, że tylko jedna grupa może dostąpić zaszczytu wędrówki w towarzystwie Habsburga. Można się też spodziewać, że grupa pozbawiona łaski obecności ropucha, łatwo się z tym faktem nie pogodzi i będzie próbowała zorganizować “wycieczkę” do obozu wroga w celu przejęcia Zbigniewa. I tak się właśnie stało. Wycieczkowicze walczyli o przejęcie Habsburga dzielnie, ryzykując niezbyt przyjemną kąpielą w błocie, niestety, nie udało się odbić ropucha i w pewnym momencie trzeba było ogłosić odwrót. 

Żal w sercach po przegranej bitwie szybko został ukojony tym, co w górach najpiękniejsze, czyli widokami (trasa przez m.in. Mędralową zdecydowanie w nie obfitowała). Trzeba przyznać, że tego dnia warunki do ćwiczenia panoramek były wymarzone, więc przeznaczyliśmy na nie sporo czasu, przez co na nocleg dotarliśmy później niż planowaliśmy. Wieczór na Adamach minął nam tradycyjnie na gotowaniu pulpy, wieczornej toalecie i omówieniu tego, co działo się w ciągu dnia.

Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej przywitał nas słońcem i wspaniałymi widokami na Beskid Mały. Niestety, harmonię tego doskonałego poranka zakłóciła podwójna bitwa o Zbigniewa Gustawa, w której prawie doszło do rozlewu krwi, a już na pewno do uszkodzenia jednego kciuka.

Podzieleni na dwie grupy i skonfliktowani z powodu Habsburga, który miał wędrować w tym samym szemranym towarzystwie, co dzień wcześniej, ruszyliśmy w stronę Potrójnej (przez m.in. Pasmo Łamanej Skały), gdzie mieliśmy spędzić ostatnią noc z tego majówkowego wyjazdu. Pogoda znowu nas rozpieszczała, widoki były piękne, wędrówka poza szlakami ekscytująca, jednak w tej beczce miodu była ogromna łyżka dziegciu, gdyż grupa, która dokonała wrogiego przejęcia Zbigniewa, nieustannie wysyłała nam prowokacyjne zdjęcia i treści na jego temat. Wyobraźcie sobie, że utrzymywali bezczelnie, że u nich mu najlepiej! A w życiu!

Ostatni dzień przyniósł wreszcie zgodę i harmonię, głównie dzięki temu, że tym razem mieliśmy wędrować już razem, bez podziału na grupy, a jako wielka kursowa rodzina. Konflikt o Zbigniewa Gustawa Habsburga został chwilowo zażegnany. Tego dnia mieliśmy dotrzeć do Inwałdu przez Kobylą Głowę, a następnie pociągiem dojechać do Bielska-Białej, a stamtąd już dostać się do Katowic. Zanim jednak ruszyliśmy na szlak, skorzystaliśmy z doskonałej widoczności i solidnie poćwiczyliśmy panoramki. Do samego Inwałdu dotarliśmy szybciej niż się spodziewaliśmy. Okazuje się, że potrafimy podkręcić nasze tempo kursowe, jeśli tylko w perspektywie mamy zdążyć na wcześniejszy pociąg lub czekać ponad godzinę na następny. Kto wie, może częściej powinniśmy korzystać z transportu publicznego? Może przełożyłoby się to na szybsze tempo?

Na koniec zachęcam do zapoznania się z tekstem pieśni o bohaterskiej walce o Zbigniewa Gustawa Habsburga Żywieckiego, której autorami są uczestnicy naszego kursu: 

“Ballada o bitwie o Zbigniewa Gustawa Habsburga”
Na melodię “Pod kątem ostrym”

Różowa żaba imienia Zbigniew
Została porwana przez drugą drużynę. 

Pewnego ranka drugiego maja 
Nocując w Naszej chacie na Adamach

Krzysztof podstępem chciał zabrać żabę 
Mocarny Adam wszedł z nim w roszadę 

Dobrze, że wróciłeś, woda jest w stawie
Zbyszek w rodzinie na zawsze zostanie 

W drugim secie zgraja napadła na Adriana
Chciała go zbutować, on mężnie żabę ochraniał 

Dobrze, że wróciłeś, woda jest w stawie
Zbyszek w rodzinie na zawsze zostanie 

Nagle Habsburga Kasia w ręce dostała
Potknęła się majestatycznie i żabę oddała 

Zbyszek porwany, list gończy wysłany
W pogoni za umykającymi po górach Bonkami 

Zbyszku Habsburgu Żywiecki Gustavie 
Kasia poświęciła kciuka, a Ciebie nie ma w stawie.

Tekst: Aleksandra Domogała
Redakcja: Paweł Pisarek
Zdjęcia: Kursanci

Jak korzystamy z ciasteczek?

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. "ciasteczek") w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.